piątek, 28 marca 2008
Co się z wami, czytelnikami, dzieje??
Nie jestem pewna czy wiecie, że jeśli nie pojawi się przynajmniej 10 waszych komentarzy do IX rozdziału, pt. "Apogeum rozpaczy", to nowego nie będzie!! Więc zastanówcie się, czy chcecie wiedzieć co się z nami dalej działo podczas pamiętnych wakacji... A nowi bohaterowie czekają, czekają i doczekać się nie mogą!!!!! Nasz serwis informacyjny The "Austria i Simon Story" NEWS przerwał swą aktywność, bo nie ma o czym zapowiadać, o czym informować, BO CZYTELNICY ŚPIĄ!!!! i nie komentują
pozdrowienia, miłego weekendu
piątek, 14 marca 2008
Rozdział IX Apogeum rozpaczy
- ... próbujemy ale nic nie wiadomo, trzeba czekać...
Doktor poklepał Simona po ramieniu i wrócił na salę. Przyjaciółki opadły zmęczone na ławkę. Gregor spytał szeptem Simona:
- Co się stało? Co z Zuzią?
- Nie wiem, nie wiem, potrącił ją... upadła... nieprzytomna... - odparł po czym opadł na ławkę, przełknął ślinę i zaczął od nowa. - Biegliśmy, wpadliśmy do lasu, nie chciała się zatrzymać, wybiegła na drogę i nie zauważyła samochodu, a on ją potrącił. Byłem... przerażony. Myślałem, że... że już za późno...
Sophie usiadła obok przyjaciela i w milczeniu go objęła.
Gaba nie rozumiała ich. jak mogą spać teraz, gdy Zuzia walczy o życie, gdy musi pokonać śmierć, nie poddać się... Leżała nieprzytomna podłączona do respiratora, ponieważ w wyniku wypadku nie mogła oddychać sama. Gabrysia chodziła niespokojnie po poczekalni, patrząc na śpiących Idę, Gregora i Thomasa. Sophie wróciła do domu, bo następnego dnia musiała iść wcześnie do pracy. Zgodziła się jechać dopier, gdy przyrzekli powiadamiać ją o wszystkim, co się wydarzy. Simon, nie zmrużywszy oka ani na chwilę, poszedł się przejść i chwilę odetchnąć. W tym momencie obudził się Thomas.
- Nie spałaś? - zapytał podchodząc do dziewczyny.
- Nie mogę, martwię się. - z oczu dziewczyny popłynęły łzy.
- Hej, nie płacz. - rzekł cicho chłopak - Będzie dobrze. Słyszysz? Słyszysz mnie? Popatrz mi w oczy. Zuzia wyzdrowieje w wszystko będzie dobrze, tak jak zawsze, bo tak musi być, po prostu musi, słyszysz?
Thomas patrzył na łzy cieknące po policzku Gaby. Widział jej piękne, lazurowe oczy i nie mógł znieść smutku tej wspaniałej i wrażliwej dziewczyny. Chciał ją pocieszyć. Przytulił mocno do siebie. Pragnął wlać w nią trochę otuchy. Gdy przyciągnął dziewczynę, oboje poczuli dziwnie przyjemny prąd przebiegający przez złączone ręce. Dziewczyna poderwała głowę, ich oczy się spotkały. Wtedy oboje wszystko zrozumieli. Szczęśliwi, przez chwilę znów przywarli do siebie. W tym momencie do poczekalni wpadł jak burza Simon.
- Obudziła się! Żyje! Wszystko dobrze!
Gaba na tę wiadomość wybuchnęła histerycznym śmiechem, który szybko przeszedł w płacz pełen ulgi. Obudzona Ida, gdy dotarła do niej wspaniała wiadomość, zerwała się z miejsca. Rozpromieniona uścisnęła przyjaciółkę i opadła na fotel, zamykając oczy.
- Jesteście zmęczone, teraz już wszystko będzie dobrze, więc może wróćcie do pensjonatu, ja tu zostanę. - zwrócił się do Polek Simon.
- Nie ma mowy! Zostajemy z nią!
- To ma sens - próbował przekonać dziewczyny Thomas - zawieziemy was.
- Tak, wyśpijcie się porządnie i odpocznijcie. Obiecuję, że jak tylko coś się zmieni to od razu do was zadzwonię.
- Dobrze, ale przed tym pójdziemy jeszcze ją zobaczyć.
Dziewczyny poszły do sali Zuzi. Zatrzymały się w drzwiach i ze łzami w oczach patrzyły na przyjaciółkę. Dziewczyna znów zasnęła, ale na szczęście mogła już samodzielnie oddychać, nie potrzebowała maszyny. Ida z Gabą nie chcąc obudzić Zuzi wróciły do poczekalni. Ucałowały Simona i pojechały do pensjonatu.
Szczęśliwy i spokojny już Ammann poszedł do sali, w której leżała dziewczyna i usiadł na krześle patrząc z uśmiechem na twarz Zuzanny. Po chwili, zmęczony wstrząsającymi przeżyciami, zasnął z ulgą opierając głowę na brzegu łóżka.
Dziewczyny spały dosć długo. Musiały odreagować to, co wydarzyło się w nocy. Simon nie przysłał im żadnych nowych informacji. Choć czuły zmęczenie, to jednak szczęśliwe zakończenie wczorajszego dnia pozwoliło im zjeść spóźnione śniadanie w pogodnych nastrojach.
- Gabrysiu - powiedziała nagle Ida, gdy obie rozprawiały w wydarzeniach z wieczora - może przejdziemy się gdzieś do centrum. I tak na razie nie możemy odwiedzić Zuzi, bo ma badania i tak nas nie wpuszczą.
- Dobrze, przejdziemy się gdzieś, a potem odwiedzimy naszą chorą.
Dziewczyny udały się na długi spacer. Miło było zobaczyć po tak koszmarnych chwilach bawiące się w parkach rodziny z dziećmi. Chyba wszyscy mieszkańcy postanowili spędzić ten piękny dzień na łonie natury. Dziewczyny spacerowały po ulicach i podziwiały piękne widoki roztaczających się w okolicy gór. Choć wiedziały, że upłynie jeszcze wiele dni, zanim wszystko wróci do normy, to jednak cieszyły się tym, że ich przyjaciółka żyje, nie zostawiła ich.
Po długim spacerze dziewczyny dotarły do dużego centrum handlowego. Wspólnie stwierdziły, że krótkie zakupy dobrze im zrobią, poza tym chiciały coś kupić Zuzi. Przyjaciółki odwiedziły kilka sklepów, lecz najbardziej spodobała im się słonecznie żółta bluzka z optymistycznym napisem: "Don't worry, be happy!". Dziewczyny wiedziały że tym prezentem poprawią przyjaciółce humor. Przy wyjściu dziewczyny minęły salon fryzjerski. Ida nagle zatrzymała się. Zdezorientowana Gaba poszła za nią.
- Wiesz Gabrysiu, muszę coś zrobić z włosami.
Dziewczyny spędziły u fryzjera trochę czasu, ponieważ Ida postanowiła pójść na całość i przefarbować włosy. Gdy Gaba zobaczyła końcowy efekt nie była w stanie wydusić żadnego słowa. Choć jej przyjaciółka wyglądała teraz zupełnie inaczej, to jednak piękny, złoty odcień blond pasemek olśniewał każdego, kto patrzył na włosy dziewczyny.
sobota, 8 marca 2008
Rozdział VIII Mam złe przeczucie

W tej części ogrodu trawnik łagodnie opadał ku zagajnikowi. Idealnie przystrzyżona trawa falowała delikatnie na wieczornym wietrze, wyglądając jak puszysty dywan. Zuza podwinęła sukienkę, aby móc szybciej biec. Trzymała oliwkowe fałdy rękami, w panice zbiegając po zboczu. Jej wspaniałe włosy, wcześniej tak elegancko upięte, rozsypały się w nieładzie. "Idiotka, - kołatała jej się w głowie jedna myśl, - idiotka, idiotka. Las jest już blisko, już niedaleko, idiotka..."
Tymczasem zaniepokojony Simon biegł za dziewczyną. Rozpięta marynarka łopotała za nim jak napięty żagiel na wietrze. Bez słowa minął Idę i Gabrysię, zeskoczył ze schodów, nie bawiąc się w zbieganie po nich. Biegł i biegł, a światło księżyca nadawało całej tej sytuacji niezwykły urok.
Nagle Zuza potknęła się i prawie upadła. Utrzymała jednak równowagę, ale zgubiła jeden but. Musiała się więc zatrzymać, by zdjąć także drugi. Ten moment wykorzystał Simon znacznie przybliżając się do dziewczyny. Tej jednak udało się w ostatniej chwili odbiec, unikając mocnego uścisku skoczka.
Zuza wpadła do zagajnika i zdyszana schowała się za pierwszym większym drzewem. Słyszała donośne wołanie Simona:
- Zuzanno! Zuzanno!
Nagle, gdy* usłyszała kroki Ammanna bardzo blisko siebie, dobiegł ją odgłos przejeżdżającego nieopodal samochodu. Boso, jedną ręką podwijając sobie sukienkę, w drugiej zaś trzymając buty, ruszyła w kierunku , gdzie jak uważała, powinna być droga. Nie wiedziała po co to robiła. Nie chciała teraz tak po prostu stanąć przed Simonem, ujrzeć jak wszyscy się z niej naśmiewają. Wolała zrobić cokolwiek aby odwlec tę nieprzyjemną chwilę jak najdłużej. "Trudno - myślała - nie mam szans z Simonem, mam tylko nadzieje, że Gaba i Ida będą szczęśliwe..."
Droga była już niedaleko. Zuza biegnąc, słyszała wołającego za nią chłopaka.
- Zuzanno, nie!
Dziewczyna odwróciła głowę, zobaczyła przerażoną twarz skoczka i wbiegła na drogę. W ostatniej chwili dostrzegła kątem oka ciemny kształt i oślepiający blask, a potem nie widziała już nic. jdjdjdhdhduryr dfuudjt i i k o u j u j fwee h h i j- Zuzanna...!
***
Dziewczyna potrącona przez wielkiego jeepa, który natychmiast odjechał, upadła na pobocze.
Natychmiast znalazł się przy niej Simon. Zuza leżała nieprzytomna a jej piękne włosy zasłaniały całą twarz. Zrozpaczony chłopak nie wierzył w to co widział. Odgarnął dziewczynie włosy i popatrzył w jej spokojną twarz, na której błąkał się delikatny uśmiech. Chłopak natychmiast zadzwonił po pogotowie i zaczął przemawiać do Zuzi.
- Zuzanno, błagam cię, nie umieraj, nie teraz. Wiem, to wszystko moja wina, nic nie wiedziałaś, wiem. Ale wybacz mi... wszystko się zmieni, tylko nie umieraj, walcz!
Po chwili usłyszał syrenę nadjeżdżającej karetki. Z ulgą zwrócił się do dziewczyny:
- Słyszysz? Już jedzie pomoc, błagam...
- Mam nadzieję, że się pogodzą.
- Chciałabym, ale wiesz jaka jest Zuzia, gwałtowna... ona z Ammannem to prawdziwa mieszanka wybuchowa.
- O co chodzi? - Gregor wyszedł do Idy. - Gdzie Zuza?
- Pobiegła.
- A Simon?
- Pobiegł za nią.
- Słucham? Ech... nieźle się porobiło.
W tym momencie usłyszeli syrenę karetki.
- Mam złe przeczucie. Zadzwonię do niej - szepnęła Gaba wyciągając telefon.
- Nie odbiera. Macie numer do Simona?
- Sophie pewnie ma. - odparł Gregor.
Gaba zerwała się i wbiegła do budynku.
- O co chodzi? - spytał ją Morgi.
- Martwię się. - odparła bezradnie.
Odnalazła Sophie na sali i podbiegła do niej.
- Sophie, masz numer do Simona?
- Tak, oczywiście, już ci go daję. Co się dzieje?
Odstawiła tacę na pobliski stolik i zaczęła szukać telefonu. W tym momencie rozległa się wesoła melodyjka.
- O! Właśnie dzwoni! - krzyknęła zaskoczona - Hej. Co się dzieje?
Uśmiech nagle zniknął jej z twarzy.
- To nie możliwe, dobra trzymaj się,zaraz tam będziemy.
Rozłączyła się i spojrzała na przerażoną Gabę i Morgiego.
- Są w szpitalu, Zuza miała wypadek.
* (akcja stop) tak stała, zobaczyła za sobą wielki cień. Przerażona powoli odwróciła się i... zobaczyła MAŁY GŁÓD.
- Ha, ha, ha! Mam cię, zjem cię. Już mi nie zwiejesz!
- A mylisz się ty mały nikczemniku xD - odparła po czym wyjęła ze swojej dzierganej torebeczki danio waniliowo - truskawkowe i zatopiła w nim łyżeczkę.
Mały głód zdążył tylko krzyknąć i przepadł w nicość, czyli leśną dziuplę.
P.S. Z tym małym głodem to takie wariactwo, które mi przyszło na jednej lekcji i stwierdziłam, że muszę to dodać, pozdrawiam i dziękuję za komentarze:D
piątek, 7 marca 2008
The "Austria i Simon Story" NEWS
Otóż, Ida, postanowiła zaszaleć i zmienić sobie kolor włosów. Wynikną z tego nieoczekiwane wydarzenia, ale, nie martwcie się, MOŻE wszystko będzie dobrze.
Po drugie, do naszej wspaniałej ekipy dołączy niebawem ktoś znany i lubiany, ale do tej pory pomijany w naszym opowiadaniu, nomen omen odzwierciedlającym nasze przygody. Jakby tego było za mało, nie chodzi tu tylko o jedną osobę, lecz o więcej, a wszystko to będzie miało związek z pewną uroczą dziewczyną...
Pozdrawiamy