czwartek, 7 lutego 2008

Rozdział V Nagła zmiana

Trochę kiepskie zakończenie ale tak wyszło... Miłej lektury;-) i proszę o komentarze:D

- Zuza! Co się stało? Ktoś nie żyje? - krzyknęła Ida.
- Nie, chyba nie. Mam nadzieję, że nie. Nie o to chodzi - odparła dziewczyna.
- To o co? Gaba! Ty wiesz co tu się stało? Powiedzcie coś wreszcie! - zdenerwowała się Ida.
- Bo.. - zaczęła Zuza - poszłam na spotkanie z Filipem, to znaczy z barmanem pracującym w tym hotelu, wtedy co tak wybiegłam... poznałąm go jak byłyście na skoczni...
- I? - zapytały równocześnie przyjaciółki.
- Na początku było nawet przyjemnie, ale... - zawahała się dziewczyna i znów zaczęła płakać.
- Zuza, błagam cię, powiedz co się stało! - krzyknęła Gaba.
- Ale potem on... on zaczął się do mnie przystawiać... to było straszne. Wszyscu się na nas gapili, a on zaczął się do mnie kleić, chyba był pijany, nie wiem... - wyłkała dziewczyna - więc ja wybiegłam z restauracji i tyle go widziałam.
- Ważne, że nic ci nie jest. - odparła Ida - A tym typem się nie zadręczaj. Poszukamy jakiegoś innego hotelu i już go więcej nie zobaczysz. Wszystko będzie dobrze.
- Chodźmy spać, bo już późno, a ja osobiście jestem zmęczona. - powiedziała Gaba - Czeka nas kolejny męczący dzień, A niby jesteśmy na wakacjach.
Zuza,już uspokojona, łkając jeszcze cicho, zasnęłą szybko, zmęczona przeżyciami, tak jak Gabrysia. Natomiast Ida jeszcze długo sms-owała ze Schlirim. Oboje nie mogli zasnąć. Oboje byli zbyt podekscytowani tym, co się znimi teraz działo.
Zaraz po śniadaniu dziewczyny spakowały swoje rzeczy i wymeldowały się z hotelu. W informacji turystycznej dowiedziały się o miłym pensjonacie wyżej w górach. Wspólnie stwierdziły, że im dalej od centrum miasta tym lepiej dla Zuzki. Po godzinnej podróży autobusem przez piękne wioski przyjaciółki dotarły do celu. Gasthof był położony w malowniczym miejscu - wzgórze otaczały rozległe lasy, z hotelu rozciągał się wspaniały widok na pobliskie szczyty, ale najpiękniej prezentowała się panorama miasta. Dziewczyny były zauroczone.
Właścicielami pensjonatu okazało się miłe i gościnne małżeństwo w średnim wieku. Dziewczyny dostały duży pokój, którego okna wychodziły na piękny widok doliny. Dopiero gdy wyszły na balkon zorientowały się, że tuż przed nimi biegnie kręta dróżka, którą dopiero co przyjechały. Przyjaciółki postanowiły zwiedzić rozległe gospodarstwo. Ledwie wyszły na zalane słońcem podwórko, dobiegło je dalekie, głośne szczekanie. Zuza, miłośniczka zwierząt, pobiegła w tamtym kierunku. Okazało się, że tuż za stodołą rozciąga się rozległa hala, na której pasło się stado owiec. Między nimi biegał wielki owczarek berneński, widoczny tylko jako czarna plamka wśród morza białych pobekujących stworzeń. Raz po raz pies zaganiał rozbiegające się owce, szczekając radośnie. W oddali pod lasem stała młoda dziewczyna z kasztanowymi włosami, błyszczącymi w słońcu, związanymi w kucyk. Obserwując ten niezwykły widok, zanosiła się śmiechem.
- Piękny - rzekła Zuzia, spoglądając na psa.
- Tak, rzeczywiście - odpowiedziała znudzona Gaba - ale chodźmy już.
Dopiero gdy zaczęły się rozpakowywać, Ida zorientowała się, że zaraz zaczyna się trening i już dawno powinna być pod skocznią.
- Dziewczyny, ja muszę lecieć! - wykrzyknęła.
- Ale dlaczego? - zapytała Gaba.
- Umówiłam się z Gregorem i kompletnie zapomniałam. Totalna klapa.
- Z Gregorem? Wow, Iduś! I nic nam nie powiedziałaś? - dodała Zuza.
- Tak wyszło. Zaprosił mnie na randce, ale nie miałam wam kiedy powiedzieć. Opowiem wam później. Pa, pa - powiedziała Ida i wybiegła.
***
Gregor szedł na trening, ale marzył już o spotkaniu z Idą. Od wczoraj nie mógł o niej przestać myśleć. Czuł, że chyba się w niej zakochał.
- Gregor! Gregor! - krzyczał biegnący za nim Mario - Ziemia do Gregora!
- Cooo? - odpowiedział wyrwany z zadumy skoczek - O, Mario, cześć!
- Chłopie, co się z tobą dzieje? Zakochałeś się, czy co?
- Chyba tak...
- No to gratuluję stary. - rzekł Mario i zaczął się śmiać - Nasz Gregorek się zakochał!
- w kim? - włączył się nagle do rozmowy Arthur, który wyłonił się zza zakrętu.
- W tej Polce, której złamał rękę - powiedział z uśmiechem blondyn.
- A to świetnie Gregor, musisz nas z nią lepiej poznać! - odrzekł Arthur.
- Chodźcie szybciej bo się spóźnimy - rzucił Schliri, zmieniając temat, i przyspieszył.
Skoczkowie dotarli na skocznie w doskonałych nastrojach. Gregor wodził wzrokiem po trybunach, lecz nigdzie nie mógł dostrzec Idy. Czyżby nie przyszła? Ale dlaczego? Chłopak nie miał zielonego pojęcia co się stało.
Wszyscy najpierw szkolili technikę pod skocznią. Po godzinie udali się na górę aby oddać kilka skoków.
- Schlierenzauer! Co się z tobą dzieje? - zapytał po jednej z nieudanych prób Pointner.
- Ach, sam nie wiem, chyba mam dziś gorszy dzień panie trenerze - odparł Gregor.
- Lepiej się przyłóż! - krzyknął jeszcze za idącym skoczkiem.
Gdy Gregor ponownie siedział na belce i czekał na sygnał od trenera, dostrzegł Idę siedzącą na trybunach. Jego radość przeniosła się na odległość - najdłuższy skok treningu!


2 komentarze:

Anonimowy pisze...

Kaśka masz przerąbane:P! Pamiętasz co obiecywałaś?!
5 rozdział a tu ani troche to opowiadanie nie staje sie ciekawsze!
I.

Anonimowy pisze...

Hm... Rozdział warty dłuższej zadumy, po której to przychodzi ocena tegoż fragmentu. Sądze, że początek wprowadzał czytelnika w zaciekawienie i działał na jego podświadomość, tak by czytać dalej i dalej, w celu poznania dalszych losów bohaterek. Ta częśc opowiadania kojarzy mi się ze swego rodzaju epizodem z telenoweli brazylijskiej. Wszyscy oglądają akurat fragment, w którym Fredericka wypłakuje się swej matce Margharicie, że Jose Anotnio Menuet ją zdradził z przypadkowo spotkaną Burgundunną,Ale wracając, było ciekawie, aż chciało się czytać, lecz potem zrobiła się mina poślizgowa wytwarzana w czeluściach jelit i dało się wyczuć... wyraźny brak pomysłu co dalej.
Poraził mnie jeszcze po oczach ten zawarty w przestrzeni miedzynawiasowej komentarz, a raczej zboczona ocena jednej z bohaterek.

Pozdrawiam

Który skoczek jest najlepszy?? ;)