piątek, 29 lutego 2008

Rozdział VII Wszystko dzieje się zbyt szybko

Gratulacje dla Łukasza Rutkowskiego, Maćka Kota, Dawida Kowala i Krzyśka Miętusa za zdobycie brązu na mistrzostwach świata juniorów:-) oraz gratulacje dla Bode Millera (mały akcent z pucharu narciarzy alpejskich z Kvitfjell) za wczorajsze zwycięstwo:-D


Bal udał się wspaniale. Piękną salę jadalną oświetlał jedynie blask świec, które ustawiono na okrągłych, drewnianych stolikach, przy których znajdowało się po osiem krzeseł, bardzo wygodnych; ich obicia idealnie komponowały się z ciemnokasztanowym kolorem podłogi. Jadalnia przechodziła we wspaniałą przestronną salę balową. Całą jej południową ścianę zajmowały wielkie okna ukazujące zachwycający, pełen soczysto zielonych drzew i krzewów ogród. Pod jedną ścianą zespół muzyczny ustawiał swoje instrumenty, zaś naprzeciwko kelnerzy krzątali się przy barze, wyciągając kolejne kieliszki i szklanki.
Wszyscy zaproszeni goście, powitani przez Sophie, przeszli najpierw do jadalni, gdzie czekała na nich wystawna kolacja.
Jednak młodzież nie mogła długo usiedzieć i zaraz po drobnych przekąskach skoczkowie wraz z Polkami udali się do sąsiedniej sali, gdzie zespół muzyczny już grał.
Simon, Morgi i Gregor razem z dziewczynami stali rozbawieni przy wejściu i obserwowali trenera Poitnera tańczącego żywo z żoną na środku sali. Nagle zespół zagrał spokojną balladę, więc Gregor zaprosił Idę na parkiet. Zaraz po tym Simon szarmanckim gestem skłonił się nisko przed Zuzą, która roześmiana podała mu rękę i ruszyli do tańca. Zostali tylko samotni Gabrysia i Morgi. Chłopak dość zakłopotany niepewnie poprosił dziewczynę . Po chwili wszystkie pary zgodnie poruszały się w takt muzyki.
W pewnym momencie podczas kolejnej piosenki zmęczona Zuzia przeprosiła Simona i poszła się napić. Przy barze spotkała przyjaciółki. Gdy po omówieniu wrażeń wracały do partnerów na parkiet, Zuzia zauważyła Sophie w objęciach Simona, który szeptał jej coś na ucho. Dziewczyna nie wierzyła w to, co widziała. Myślała, że było im dobrze razem tego wieczoru, przecież prawie cały czas spędzała z nim... A ta Sophie, wydawała się taka miła. Cicha woda brzegi rwie... Oni są razem! "Jaka ja byłam głupia!: pomyślała zrozpaczona Zuza. "Miałam nadzieje, myślałam, że...". Załamana dziewczyna odwróciła się i pobiegła z powrotem do baru, gdzie przyjaciółki jeszcze siedziały, kończąc napoje.
***
- Sophie, błagam, nie płacz - powiedział Simon.
- Ale... ale ja nie potrafię - wyłkała - to mnie przerasta. To uczucie mnie zabija!
W tym momencie zespół zagrał ukochaną piosenkę Sophie - "Goodbye my lover" Jamesa Blunta. Dziewczyna na nowo wybuchnęła płaczem.
- Przecież to nie twoja wina, nie możesz się tym zadręczać, nie cofniesz czasu, a on nie wróci...
- Jak ja o tym pomyślę, przecież on mógł żyć. To wszystko moja wina.
***
- Nie wierzę, nie wierzę, że byłam taka głupia! Przecież to widać, że oni są razem! - wykrzyknęła wściekła Zuza - Co ja sobie wyobrażałam?
- Dziewczyno! Nie krzycz! O co chodzi?
- Widziałam ich razem!
- Kogo? - krzyknęła Gaba.
- Simona i Sophie - łkała Zuzia - tańczą, obściskują się i... to okropne, jestem idiotką.
Gaba z Idą był wstrząśnięte.
- Sophie? Jak to możliwe? - wykrzyknęła Ida.
- Chodź, nie przejmuj się, zjemy coś, wszystko będzie dobrze...
Przyjaciółki objęły zapłakaną Zuzię i poprowadziły do stolika. Tam siedzieli Gregor i Morgi delektując się deserem. Gdy dziewczyny podeszły bliżej, Schliri rzucił Idzie zaniepokojone spojrzenie. Gdy dziewczyna zreferowała mu całą sprawę, chłopak złapał się za głowę.
- To nie tak, to wcale nie tak. Sophie jest przyjaciółką Simona - wyjaśniał szeptem Gregor - jego najlepszą przyjaciółką. Znają się od lat, nikt nie wie od jak dawna, poznali się gdzieś w Szwajcarii. Kiedyś podobno byli ze sobą, ale oboje stwierdzili, że przyjaźń jest lepsza. Wiedzą o sobie wszystko i pewnie teraz Simon pociesza Sophie, bo tuż przed wakacjami zginął jej chłopak, z którym była kilka lat. Ona się tym zadręcza. Wszyscy o tym wiedzą, bo Sophie jest znana wśród skoczków, ale do was mogło to nie dotrzeć. Ona wciąż myśli, że to jej wina.
- To straszne - szepnęła przerażona Ida - a Zuzia myśli, że... czekaj chwilę, powiem jej tylko...
Zerwała się i podbiegła do przyjaciółki. Tłumaczyła jej coś żywo, ale Zuza nie dała się przekonać. Siedziała zrezygnowana, patrząc tępo przed siebie. Ida dała za wygraną i wróciła do Gregora.
- Nie wierzy mi, nie wiem dlaczego...
- Nie przejmuj się. Nic już nie możesz zrobić.
Ida wyglądała na zmartwioną.
***
"To wszystko nie ma sensu. Nie wiem po co tu przyszłam" myślała zrezygnowana Zuzia. "Tyle sobie wyobrażałam jak poznałam Simona. A ta Sophie udawała miłą, mogła mi od razu powiedzieć, ale pewnie wydawało jej się, że to takie zabawne. A Ida próbuje mi wmówić, że są przyjaciółmi. Nie będę udawać, iż się dobrze bawię tylko po to, żeby mogła z czystym sumieniem migdalić się z Gregorem."
- Zuza!
Z zamyślenia wyrwał ją łagodny głos Thomasa.
- Wszystko w porządku?
- Nie, nic nie jest dobrze, to straszne. Znowu się zawiodłam na gościu, na którym mi zależało. Dlaczego byłam taka naiwna? Myślałam, że dobrze dogaduję się z Simonem... ale do czasu. Jak ich razem zobaczyłam, co ja sobie wyobrażałam?
- Ale kogo? Zuza, możesz trochę jaśniej?
- Sophie i Simonem. - odparła krótko.
- Zuza, błagam nie płacz, to na pewno nie tak jak myślisz. Znam Simona, to świetny facet, on szanuje dziewczyny, nigdy żadnej nie uraził.
Całej rozmowie przyglądała się z boku rozdrażniona Gabrysia. "Muszę coś z tym zrobić." pomyślała. "Nie wystarcza jej Simon, że dostawia się jeszcze do Morgiego?"
- Zuza - wtrąciła nagle Gaba - skoczysz ze mną do baru?
- Jasne - odparła dziewczyna.
Jednak Gaba zamiast iść do baru skierowała się w stronę toalety.
- Co ty wyprawiasz? Specjalnie to robisz? - krzyknęła dziewczyna, gdy tam dotarły.
- Gaba, o co ci chodzi? Oszalałaś...?
- Oczywiście, ja oszalałam! To ja jestem taka okropna, nie? A ty? Wspaniała ukochana przyjaciółka! Nie wiedziałam, że kumpele odbijają sobie facetów, a może ty go podrywasz dla mnie, co?
- Gabrysiu, ależ o czym ty mówisz? - Zuzia była przerażona - Opanuj się, nikogo nie podrywam!! Nie mam takiego zamiaru, nigdy bym tego nie zrobiła...
- A Morgi? - z oczu dziewczyny trysnęły łzy - Może niby nie widziałaś jak się na ciebie patrzył, nie? Teraz będziesz udawać, że jesteś moją najlepszą przyjaciółką, a jednocześnie będziesz podrywać chłopaka, który zawsze mi się podobał. Nienawidzę cię! - dodała po czym z całej siły szarpnęła Zuzę za jej piękne włosy.
Ta nie była jej dłużna, gdyż zaraz wbiła jej swoje paznokcie w ramię. Dziewczyny szamotały się, krzyczały, kopały. Jednak lekką przewagę miała Gaba, ponieważ była znacznie wyższa od Zuzy i dlatego ta druga częściej lądowała na podłodze.
W pewnej chwili do łazienki wpadła blada jak ściana Ida.
- Co się dzieje? Co wy wyprawiacie?! Zuza! Czemu leżysz na podłodze?
- Zapytaj lepiej jej - odparła dziewczyna, po czy rzuciła okiem na rywalkę.
- O nie! Zuza! Złamałaś mi paznokcia! - krzyknęła Gaba, po czym zaczęła się śmiać na całą łazienkę - Zachowujemy się zupełnie jak Paris Hilton!
P chwili przyłączył się do niej obie przyjaciółki, które zaraz też się pogodziły. Ida poprawiła im makijaż aby nikt nie zauważył co tu się stało.
***
Szczęśliwa Gaba siedziała przy stole z szerokim uśmiechem. Zdezorientowany Morgi próbował bezskutecznie wyciągnąć od niej jakiekolwiek informacje odnośnie ich dziwnego zachowania. Zuzy dalej nie opuszczał melancholijny nastrój. Nie miała ochoty na jedzenie, napoje czy śmiech. Wydawała się nieobecna duchem w rzeczywistości, zatopiona we własnych myślach.
Nagle dotarł do niej strzępek rozmowy, w której dosłyszała głos Ammanna. Okazało się, że chłopak cicho pytał siedzącego obok Arthura:
- Wiesz co się stało Zuzannie?
W tym momencie odezwał się Morgi.
- Jak to nie wiesz? I ty o to pytasz? Poznajesz dziewczynę, bawisz się z nią przez cały wieczór, a potem przytulasz Sophie! I ty się dziwisz o co jej chodzi?!
Zuza poderwała głowę. Przerażona patrzyła na Morgiego, którego powstrzymywała Gaba. Zdenerwowany chłopak spoglądał na Simona. Szwajcar był zaskoczony. Zrobił ruch, jakby chciał podejść do Zuzy, ale ona zerwała się z miejsca i wybiegła przez drzwi na taras. Zaraz za nią popędziły Ida z Gabą. Zastały ją, jak opierała się o rozłożyste drzewo i cała dygotała ze złości.
Dziewczyny osłupiały na widok wspaniałego ogrodu. Tutaj przyroda miała główną rolę. Wszystko było naturalne, idealnie współgrało ze sobą. Z tarasu ku rozłożystemu ogrodowi, niczym leśnej polanie, prowadziły wspaniałe, kamienne stopnie. Tu i ówdzie można było dostrzec niewielkie kępki kwiatów, bądź małe krzaczki. Po lewej stronie, na kropelkach wody tryskających z niewielkiej fontanny przypominającej postać boga wina - Dionizosa, rozpraszały się ostatnie promienie zachodzącego słońca, oświetlając ogród barwami tęczy. Trawnik łagodnie opadał w dół delikatnego zbocza. Tam zaczynał się las, składający się głownie z drzew liściastych, które delikatnie falowały na wietrze, skutecznie tłumiąc odgłosy drogi prowadzącej przez zagajnik.
Przyjaciółki podeszły do łkającej wciąż Zuzy i objęły ją. Nagle drzwi za ich plecami otworzyły się i wyszedł z nich zaniepokojony Simon. Wystraszona Zuza poderwała się i zbiegła po schodach.
- Nie! - krzyknął chłopak - Stój! Zatrzymaj się!

niedziela, 17 lutego 2008

Rozdział VI Bankiet

Nasz blog ma już miesiąc!! Wszystkiego najlepszego dla nas, autorek!! Jesteśmy świetne! :]
Ten rozdział jest jak na razie najdłuższy. Oczywiście każdy się z tego powodu bardzo cieszy, z wyjątkiem tych nielicznych, którzy nie lubią naszej prozy.
Dziś 23 lata kończy Anders Jacobsen, więc życzymy mu wszystkiego najlepszego oraz dalekich lotów w tym i następnym sezonie;)

- Cześć Ida! Co się stało?
- Hej! Przenosiłyśmy się do innego hotelu i kompletnie zapomniałam o treningu, przepraszam - powiedziała dziewczyna.
- a dostanę coś jeszcze do przepraszam? - zapytał skoczek i wyszczerzył zęby.
- Faktycznie, jeszcze się na mnie obrazisz, a tego bym nie przeżyła - odrzekła po czym go pocałowała.
- Gorzko, gorzko - zaczął krzyczeć Arthur.
Reszta kolegów zaczęła go naśladować.
- To jest Arthur, którego już chyba zdążyłaś poznać - powiedział z kwaśną miną Gregor.
- Arthur, co to było?
- Ach to. Nic, nic - odpowiedział, choć poczuł na sobie wzrok Idy (gdyby te oczy potrafiły zabijać...)
- To Mario i Morgi, ich też już znasz.
- Cześć - powiedzieli chórem
- Cześć - odparła dziewczyna.
- To Wolfgang Loitzl.
- Miło mi - zaczęła dziewczyna.
- Cała przyjemność po mojej stronie - odpowiedział skoczek - Gregor dużo nam o tobie mówił.
- Hmm... mam nadzieję, że nic strasznego - odparła z uśmiechem dziewczyna.
- A to Andreas i Martin - wtrącił szybko Gregor zanim któryś z jego kolegów wymyśliłby coś szalenie dowcipnego.
- Cześć - powiedziała tylko tyle, bo nic mądrego nie przychodziło jej do głowy. Poznała tylu skoczków, wciąż nie mogła w to uwierzyć.
- To my już będziemy lecieć - rzekł Morgi - bawcie się dobrze i do zobaczenia wieczorem.
- Miłej randki - dodał z uśmieszkiem Mario - ładna z was para, taka dobrana...
Gregor tylko pogroził mu pięścią, uśmiechnął się i odwrócił, obejmując Idę ramieniem.
- Nie przejmuj się Mario - zaczął skoczek - on tak zawsze...
- Nic się nie stało - odpowiedziała dziewczyna - rozumiem to doskonale, zdążyłam się przyzwyczaić.
Idąc na górę spotkali trenera. Poitner bardzo chciał sie dowiedzieć czy z Idy ręką wszystko już w porządku.
Po chwili dotarli na górę. Widok roztaczający się stamtąd oczarował dziewczynę. Zachwycona patrzyła na panoramę miasta. Gregor uśmiechnął się i wziął ją pod rękę.
- Dziś jest bankiet skoczków - powiedział chłopak - w tej restauracji, gdzie Sophie pracuje i... i chciałbym abyś tam ze mną poszła.
- Wow, super! Naprawdę chcesz? - odrzekła dziewczyna - Ale... - nagle posmutniała.
- Ale ja bym bardzo chciała z tobą iść, tylko wiesz... nie chciałabym zostawić dziewczyn samych. Nie podarowałyby mi tego. Przyjechałyśmy razem na wakacje, a wychodzi ciągle na to, że ja gdzieś idę, a one nie.
- To żaden problem, niech idą z nami. Będzie tam dużo skoczków, świetna zabawa!
- Naprawdę? Genialnie! Jesteś kochany!
- To ty jesteś kochana, zawsze myślisz o innych.
- Nie wiem jak ci dziękować.
- Możesz tak - odrzekł po czym długo ją pocałował.

***

- Co? Bankiet ze skoczkami? Co ja mam na siebie włożyć? Przecież ja nic nie mam, we wszystkim wyglądam jak idiotka! - wykrzyknęła Zuza.
- Zuza, uspokój się dziewczyno, nie tragedizuj! Zaraz coś znajdziemy. Myślałam, że się ucieszysz, podobno ma być dużo skoczków... - powiedziała Ida - nie wzięłaś żadnej seksownej sukienki?
- Nie no, nie wiem, jakieś tam zabrałam - odrzekła dziewczyna i wyrzuciła wszystkie ubrania z szafy - A z resztą, po co ja się będę stroić, wkładam pierwszą lepszą i już! I tak nic mi nie pomoże - powiedziała zrezygnowana i poszła układać włosy.
- Dobra, pośpieszmy się bo się spóźnimy i dopiero będzie plama. Taksówka zaraz będzie - Ida spojrzała z westchnieniem w lustro. Wszystkie trzy prezentowały się wspaniale. Dziewczyna miała wielką nadzieję poznać przyjaciółki ze skoczkami. Chciała, aby wszyscy naokoło byli tak szczęśliwi jak ona.
Gaba
postawiła na małą czarną, która doskonale podkreślała kolor jej oczu. To był strzał w dziesiątkę; aksamitna sukienka zakończona tuż przed kolanami falbanką ukazywała jej wspaniałe nogi. Zuza wybrała długą, luźną suknię, sięgającą jej prawie do kostek. Przy każdym ruchu Polki, szeleszcząc, kreacja mieniła się wszystkimi odcieniami, w których dominował ukochany kolor dziewczyny - soczysto zielony, na zmianę z piękną oliwką, idealnie dopasowaną do oczu. Nikt nie będzie mógł oderwać od niej oczu. Ida ubrała swoją ulubioną pastelowo - zieloną sukienkę, obcisłą i długą do pół łydki, która podkreślała jej wspaniałą figurę i elegancję.
Wieczór zapowiadał się wspaniale. Tuż przed restauracją na dziewczyny czekał wystrojony w garnitur Gregor. Uśmiechnął się niepewnie widząc jak olśniewająco wygląda jego partnerka. W głębi wspaniałego hallu czekali już na nich koledzy skoczka. Mieli razem wejść na salę. Tam, tuż za szklanymi drzwiami, Sophie witała gości. Ubrana była w prostą, czarną sukienkę zebraną w talii tak, że niżej układała się w swobodną ale dalej bardzo elegancką spódnicę. Wyglądała prześlicznie, skromnie, ale dzięki temu bardzo elegancko.
Gdy tylko przyjaciółki ze skoczkami weszły do jasno oświetlonej sali, zaraz pojawiła się przy nich Sophie, witając ich szerokim uśmiechem. Przywitała się ze wszystkimi dobrze jej znanymi skoczkami, a potem dostrzegła Idę i powitała także ją. Gdy Polka przedstawiła jej swoje przyjaciółki, Sophie zagadnęła po polsku:
- I jak wam się u nas podoba? Poznałyście już wszystkich?
- O czym rozmawiacie? - Gregor podszedł do Idy i objął ją ramieniem.
- Ach, o niczym. Takie tam, babskie sprawy - odpowiedziała tajemniczo Gabrysia i uśmiechnęła się do koleżanek.
Nagle ktoś podszedł do Sophie od tyłu i zasłonił jej oczy. Dziewczyna zaczęła się śmiać.
- Hmm... kto to może być - powiedziała. Gregor, który doskonale wiedział, kto przyszedł, śmiał się:
- Zgaduj, zgaduj!
- Hmm... Roger Federer?
- Nie - krzyknęły chórem Polki.
- James Blunt? - zapytała z udawaną nadzieją.
- Nieee....
- Wiem! Matt Damon!
- Też nie...
- Ach, to w takim razie musi to być ten beznadziejny skoczek, taki fajtłapa, jak on się nazywał? Jakiś Ammann? Simon, nie? Kompletny frajer.
Odwróciła się i ujrzała swojego przyjaciela, Simona Ammanna we własnej osobie.
- Okropna jesteś! Wstrętna i podła! - krzyknął skoczek po czym mocno uściskał przyjaciółkę.
- Stęskniłam się za tobą. Jak podróż?
- Wspaniale ale mam już dość. Pięknie wyglądasz - rzekł, spoglądając na nią z uznaniem.
- Akurat - odparła sceptycznie Sophie.
Całej sytuacji przyglądała się z otwartymi ustami Zuza. Nie mogła uwierzyć własnym oczom. Przed nią stał Simon Ammann. Nie, to nie możliwe. Jej się to NIE mogło przytrafić. Gaba z Idą kładły się ze śmiechu. Sophie patrzyła to na przyjaciółki, to na zaskoczoną Zuzię, wreszcie na Ammanna. W jednej chwili wszystko zrozumiała. Zaraz zaczęła przedstawiać dziewczyny przyjacielowi.
- To są Polki. Przyjechały tu na wakacje.
- Naprawdę? Do tej brzydkiej Austrii?
- Tak jakoś wyszło - odparła ze śmiechem Ida. Przy Simonie trudno było się nie śmiać. - chciałyśmy lecieć do Hiszpanii, ale Austria też może być.
- Ej! - krzyknął z pretensją Gregor.
- Ida, dziewczyna Gregora - powiedziała Sophie.
- Miło mi. Gregor, moje gratulacje!
- Ale my nie jesteśmy razem, my się tylko przyjaźnimy...
- Taaa... widać. - zaśmiała się Sophie - Gaba, przyjaciółka Idy.
- Cześć , jesteś świetnym skoczkiem, podziwiam cię!
- Dzięki, słyszysz? - zwrócił się do Sophie - Jestem świetny!
- Tak, ekhm, nie komentujmy... i Zuza.
- Miło mi - zaczął niepewnie skoczek - Dobrze się czujesz, bo dziwnie wyglądasz?
- Aaa... tak, nic mi nie jest - wyjąkała dziewczyna i uśmiechnęła się słabo.

P.S. Posta pisałam wczoraj (dlatego wszystko jest z dnia poprzedniego) ale publikuje dopiero dziś.


czwartek, 7 lutego 2008

Rozdział V Nagła zmiana

Trochę kiepskie zakończenie ale tak wyszło... Miłej lektury;-) i proszę o komentarze:D

- Zuza! Co się stało? Ktoś nie żyje? - krzyknęła Ida.
- Nie, chyba nie. Mam nadzieję, że nie. Nie o to chodzi - odparła dziewczyna.
- To o co? Gaba! Ty wiesz co tu się stało? Powiedzcie coś wreszcie! - zdenerwowała się Ida.
- Bo.. - zaczęła Zuza - poszłam na spotkanie z Filipem, to znaczy z barmanem pracującym w tym hotelu, wtedy co tak wybiegłam... poznałąm go jak byłyście na skoczni...
- I? - zapytały równocześnie przyjaciółki.
- Na początku było nawet przyjemnie, ale... - zawahała się dziewczyna i znów zaczęła płakać.
- Zuza, błagam cię, powiedz co się stało! - krzyknęła Gaba.
- Ale potem on... on zaczął się do mnie przystawiać... to było straszne. Wszyscu się na nas gapili, a on zaczął się do mnie kleić, chyba był pijany, nie wiem... - wyłkała dziewczyna - więc ja wybiegłam z restauracji i tyle go widziałam.
- Ważne, że nic ci nie jest. - odparła Ida - A tym typem się nie zadręczaj. Poszukamy jakiegoś innego hotelu i już go więcej nie zobaczysz. Wszystko będzie dobrze.
- Chodźmy spać, bo już późno, a ja osobiście jestem zmęczona. - powiedziała Gaba - Czeka nas kolejny męczący dzień, A niby jesteśmy na wakacjach.
Zuza,już uspokojona, łkając jeszcze cicho, zasnęłą szybko, zmęczona przeżyciami, tak jak Gabrysia. Natomiast Ida jeszcze długo sms-owała ze Schlirim. Oboje nie mogli zasnąć. Oboje byli zbyt podekscytowani tym, co się znimi teraz działo.
Zaraz po śniadaniu dziewczyny spakowały swoje rzeczy i wymeldowały się z hotelu. W informacji turystycznej dowiedziały się o miłym pensjonacie wyżej w górach. Wspólnie stwierdziły, że im dalej od centrum miasta tym lepiej dla Zuzki. Po godzinnej podróży autobusem przez piękne wioski przyjaciółki dotarły do celu. Gasthof był położony w malowniczym miejscu - wzgórze otaczały rozległe lasy, z hotelu rozciągał się wspaniały widok na pobliskie szczyty, ale najpiękniej prezentowała się panorama miasta. Dziewczyny były zauroczone.
Właścicielami pensjonatu okazało się miłe i gościnne małżeństwo w średnim wieku. Dziewczyny dostały duży pokój, którego okna wychodziły na piękny widok doliny. Dopiero gdy wyszły na balkon zorientowały się, że tuż przed nimi biegnie kręta dróżka, którą dopiero co przyjechały. Przyjaciółki postanowiły zwiedzić rozległe gospodarstwo. Ledwie wyszły na zalane słońcem podwórko, dobiegło je dalekie, głośne szczekanie. Zuza, miłośniczka zwierząt, pobiegła w tamtym kierunku. Okazało się, że tuż za stodołą rozciąga się rozległa hala, na której pasło się stado owiec. Między nimi biegał wielki owczarek berneński, widoczny tylko jako czarna plamka wśród morza białych pobekujących stworzeń. Raz po raz pies zaganiał rozbiegające się owce, szczekając radośnie. W oddali pod lasem stała młoda dziewczyna z kasztanowymi włosami, błyszczącymi w słońcu, związanymi w kucyk. Obserwując ten niezwykły widok, zanosiła się śmiechem.
- Piękny - rzekła Zuzia, spoglądając na psa.
- Tak, rzeczywiście - odpowiedziała znudzona Gaba - ale chodźmy już.
Dopiero gdy zaczęły się rozpakowywać, Ida zorientowała się, że zaraz zaczyna się trening i już dawno powinna być pod skocznią.
- Dziewczyny, ja muszę lecieć! - wykrzyknęła.
- Ale dlaczego? - zapytała Gaba.
- Umówiłam się z Gregorem i kompletnie zapomniałam. Totalna klapa.
- Z Gregorem? Wow, Iduś! I nic nam nie powiedziałaś? - dodała Zuza.
- Tak wyszło. Zaprosił mnie na randce, ale nie miałam wam kiedy powiedzieć. Opowiem wam później. Pa, pa - powiedziała Ida i wybiegła.
***
Gregor szedł na trening, ale marzył już o spotkaniu z Idą. Od wczoraj nie mógł o niej przestać myśleć. Czuł, że chyba się w niej zakochał.
- Gregor! Gregor! - krzyczał biegnący za nim Mario - Ziemia do Gregora!
- Cooo? - odpowiedział wyrwany z zadumy skoczek - O, Mario, cześć!
- Chłopie, co się z tobą dzieje? Zakochałeś się, czy co?
- Chyba tak...
- No to gratuluję stary. - rzekł Mario i zaczął się śmiać - Nasz Gregorek się zakochał!
- w kim? - włączył się nagle do rozmowy Arthur, który wyłonił się zza zakrętu.
- W tej Polce, której złamał rękę - powiedział z uśmiechem blondyn.
- A to świetnie Gregor, musisz nas z nią lepiej poznać! - odrzekł Arthur.
- Chodźcie szybciej bo się spóźnimy - rzucił Schliri, zmieniając temat, i przyspieszył.
Skoczkowie dotarli na skocznie w doskonałych nastrojach. Gregor wodził wzrokiem po trybunach, lecz nigdzie nie mógł dostrzec Idy. Czyżby nie przyszła? Ale dlaczego? Chłopak nie miał zielonego pojęcia co się stało.
Wszyscy najpierw szkolili technikę pod skocznią. Po godzinie udali się na górę aby oddać kilka skoków.
- Schlierenzauer! Co się z tobą dzieje? - zapytał po jednej z nieudanych prób Pointner.
- Ach, sam nie wiem, chyba mam dziś gorszy dzień panie trenerze - odparł Gregor.
- Lepiej się przyłóż! - krzyknął jeszcze za idącym skoczkiem.
Gdy Gregor ponownie siedział na belce i czekał na sygnał od trenera, dostrzegł Idę siedzącą na trybunach. Jego radość przeniosła się na odległość - najdłuższy skok treningu!


poniedziałek, 4 lutego 2008

Rozdział IV Ciekawy wieczór

To już kolejny rozdział:) życzę wszystkim miłego czytania i proszę o trochę więcej komentarzy:D

Filip czekał na Zuzę przed hotelem.
- Proszę, to dla ciebie - powiedział i wręczył dziewczynie bukiet żółtych tulipanów. - Ślicznie wyglądasz.
- Dzięki - odpowiedziała dziewczyna i zarumieniła się - Są śliczne. To co mi dziś pokażesz?
- Aaa... znam tu jedno wyjątkowe miejsce i chcę cię tam zabrać.
- Tajemniczy jesteś.
Filip prowadził Zuzę przez miasto. Po półgodzinnym spacerze zatrzymali się przed małą, uroczą kawiarenką, w bocznej, zacisznej uliczce.
- Jesteśmy na miejscu - powiedział chłopak. - Tu jest niesamowity klimat. Zapraszam.
Weszli do środka i zajęli stolik z boku. Zuzie miło rozmawiało się z Filipem. Mieli o dziwo dużo wspólnych tematów. Jednak dziewczyna czuła, że chłopak chce czegoś więcej niż tylko zwykłej znajomości. Filip zaczął się do niej przysuwać, patrząc jej w oczy. Nagle wstała. Oczy wszystkich siedzących zwróciły się na nią.
- Filip! - wykrzyknęła przerażona Zuza. Strąciła jego rękę ze swojego kolana i bez słowa wybiegła z kawiarni.
Nie wiedziała co ze sobą zrobić. Nie chciała wracać do hotelu. Była w strasznym stanie. Stwierdziła, że tylko długi spacer może ją uspokoić.
***
Gregor przyszedł po Idę przed czasem. Zdziwił się, gdy zobaczył dziewczynę czekającą przed hotelem.
-Cześć Iduś! - powiedział i dał jej buziaka w policzek - Idziemy? Jak ręka?
- Cześć. - odpowiedziała Ida - Z ręką już lepiej. Prawie nie boli.
- To dobrze, głupio dziś wyszło, przepraszam jeszcze raz...
- Nie ma o czym mówić. Ale za to masz szansę, żeby to naprawić.
Gregor zaprowadził dziewczynę do eleganckiej restauracji. Wcześniej radził się Morgiego, gdzie zabrać Idę, dlatego był pewny, że jej się tu spodoba.
Gdy dotarli na miejsce, Polka powiedział:
- Wow, jak tu ślicznie. Wybrałeś cudowne miejsce.
- Wiedziałem, że ci przypadnie do gustu - odpowiedział nieskromnie chłopak.
W restauracji Ida i Gregor zjedli kolację. Cały wieczór przegadali. Dziewczyna próbowała nawet uczyć skoczka polskiego, lecz nie był on w tej dziedzinie zbyt lotnym uczniem. W pewnym momencie Austriak przeprosił na chwilę dziewczynę, bo przypomniał sobie, że miał dziś wykonać ważny telefon, o którym całkowicie zapomniał.
Wtedy Ida postanowiła, że zadzwoni do Gaby, która została sama w hotelu.
- Cześć Gaba! Bardzo się nudzisz?
- Hej Ida! Wiesz, że nawet nie, sms-uję z Mario. - odpowiedziała z pewnym smutkiem w głosie dziewczyna. - To znaczy głównie on do mnie pisze. A co u was słychać?
- Ach... jest super. On jest wspaniały... - odpowiedziała Ida - Z Mario, wow, Gaba, nieźle!
- Daj spokój. Dobra, nie przeszkadzam wam - powiedziała Gaba - pa, pa i powodzenia.
- Do zobaczenia.
Ida ledwo co odłożyła telefon, gdy nagle kelnerka zapytała ją:
- Przepraszam, jesteś z Polski? usłyszałam jak rozmawiasz przez telefon.
- Tak - odpowiedziała ostrożnie.
- Uczę się polskiego i jak dotąd jesteś pierwszą Polką, którą udało mi się tu spotkać. Jesteś tu na wakacjach? Ach... nie przedstawiłam się, mam na imię Sophie - rzekła łamaną polszczyzną dziewczyna, uśmiechając się. - Jestem Szwajcarką, ale mam rodzinę w Polsce.
- Ja jestem Ida. Miło mi. Tak, są jeszcze ze mną dwie przyjaciółki, przyjechałyśmy wczoraj.
- Naprawdę? Jak wy to zrobiłyście, że tak szybko zdołałyście poderwać najlepszych skoczków? Oni też dopiero co wrócili - powiedziała Sophie, z uśmiechem.
- Tak jakoś wyszło - odparła Ida.
Po chwili wrócił Gregor. Nie zauważając Sophie podszedł prosto do Idy. Wyciągając rękę zza pleców, rzekł:
- To dla ciebie.
I wręczył dziewczynie piękny bukiet czerwonych róż, patrząc jej w oczy.
- Dzięki Gregor, jesteś kochany - odpowiedziała Ida i zarumieniła się.
Wtedy dopiero szczęśliwy Gregor zauważył Sophie, dotychczas przygjądającą się całej scenie z miłym uśmiechem.
- Cześć skoczku! - rzuciła po niemiecku - Jak trening? Myślałam, że nie macie już po ćwiczeniach czasu i ochoty na randki.
- Dali nam dzisiaj wolne.
- Nie wierzę! Poitner wam darował?!
- A jednak, zdarza mu się.
- Pozdrów go ode mnie. Przyjechali już wszyscy, czy ktoś się jeszcze spóźnia? Mam nadzieję, że w sobotę stwaicie się w komplecie.
- Nie śmielibyśmy inaczej.
Ida przyglądała się całej sytuacji ze zdumieniem. W końcu Gregor z Sophie zorientowali się, że dziewczyna nie jest w temacie i Szwajacarka wyjaśniła:
- Znam wszystkich Austriackich skoczków, bo często tu przyjeżdżają na trningi. Dla nich Innsbruck i moja restauracja to jak drugi dom.
Po czym uznała, iż nie będzie już dłużej parze przeszkadzać, pożegnała się i wróciła do swoich obowiązków.
Po kolacji Gregor odprowadził Idę do hotelu.
- Dziękuję za wspaniały wieczór - powiedziała dziewczyna.
- To ja dziękuję, było cudownie - odparł chłopak, po czym pocałował czule Polkę.
Stali tak chwilę objęci. Gregor zaprosił Idę na jutrzejszy trening i obiecał, że pokaże jej skocznię.
Gdy rozmarzona dziewczyna przyszła do pokoju, zdumiała się. Na łóżku siedziała zapłakana Zuza, a Gaba próbowała ją pocieszać...

Który skoczek jest najlepszy?? ;)