niedziela, 4 maja 2008
The "Austria i Simon Story" NEWS
Chciałyśmy uspokoić wszystkich naszych wspaniałych Czytelników, historia sie nie urywa, jest jej ciąg dalszy, który z pewnością nastąpi. Jednak, chwilowo mamy pewien rozłam w naszym kwartecie, można powiedzieć schizmę, małe problemy. Ale jak dobrze wszystkim wiadomo, każdy, choćby najlepszy z najlepszych związków, musi mieć drobne kryzysy, poprostu w celu odświeżenia więzi.
Tak więc, nie denerwujcie się kochani Czytelnicy, ciąg dlaszy nastąpi.
Teraz chciałabym powiedzieć, że powstał czat specjalnie na potrzeby "Austria i Simon love story forever...", wejście na czat: czat.AustriaiSimonLoveStoryForever...
do zobaczenia :]
poniedziałek, 21 kwietnia 2008
piątek, 4 kwietnia 2008
Rozdział X Szczerość to podstawa
- Simon, - szepnęła, - Simon obudź się.
- Co się dzieje? O co chodzi? - chłopak zerwał się.
- Wszystko dobrze, spokojnie. Wróć do domu, prześpij się, odpocznij. My tu będziemy.
- Tak... może masz rację.
Simon miał zmęczony wzrok. Sprawiał wrażenie jakby nie wiedział co się dzieje wokół niego.
Przyjaciółki spojrzały na śpiącą Zuzę. Poprawa jej stanu była widoczna - dziewczyna sama spokojnie oddychała. Na jej twarz wróciły naturalne rumieńce, dodające jej uroku.
Simon pożegnał się z dziewczynami, zdjął marynarkę z wieszaka i wyszedł.
- Ależ ona słodko śpi - rozmarzyła się Ida.
- Ślicznie wygląda, jak dobrze, że to tylko tak się skończyło - dodała Gabrysia.
- Wiesz co, skoczę po kawę. Zuzia na pewno jeszcze trochę będzie spać, a nie wiem jak ty, ale mi sie bardzo chce pić.
- Ok, to ja z nią zostanę, a ty leć.
Ida wyszła z sali i skierowała się w stronę automatu z napojami. Gdy dotarła na koniec korytarza usłyszała za sobą jakieś szepty.
***
- Patrzcie na tą dziewczynę. - zagadała kumpli Artur.
- Którą? - zapytał zupełnie wyrwany z rozmyślań Schlieri. Szli korytarzem szpitala, odwiedzić Zuzę, która podobno wracał do zdrowia.
- Gregorku - zaczął Arthur naśladując głos ojca uczącego swojego syna - popatrz przed siebie...
- Ha, ha, ha - odparł wściekły skoczek.
- To co widzisz?
- Widzę niezłą laskę...
- No patrz Morgi, rośnie nam młody Kolumb.
- Taa... nie ma to jak szybka reakcja - dodał Thomas i wybuchnął gromkim śmiechem.
Dziewczyna była ubrana zwiewną turkusową tunikę i czarne rurki, a na nogach baleriny w kolorze soczystej zieleni. Miała jasne, złoto - blond włosy, luźno opadające na ramiona.
- Może ją poznamy? - zapytał Pauli.
Gregor zaczął otwierać usta, żeby uciszyć przyjaciela ale ten już krzyknął:
- Ej! Laska, zatrzymaj się!
Ida zdziwiona tym co usłyszała za sobą, odwróciła się szybko na pięcie zarzucając przy tym swoimi pięknymi włosami. Popatrzyła na chłopaków i całkowicie osłupiała, tak samo jak oni.
- Gregor?! Nie wiedziałam, że przyjdziecie tak szybko! - zawołała i podbiegła do chłopaka, zarzucając mu ręce na ramiona.
Gregor jeszcze się nie otrząsnął.
- To ty?? To naprawdę ty?! - powtarzał raz po raz.
Thomas i Arthur dyskretnie weszli do sali Zuzy.
- No jasne, że ja. A kto to mógłby być? Gregor, kochanie, obudź się!
- Ale co ty ze sobą zrobiłaś? Co ty masz na głowie?!
- No jak to co? Pasemka i nowy kolor. Postanowiłam, że trzeba coś zmienić. Chciałam zaszaleć na wakacjach. Myślałam że ci się spodoba taka odmiana.
- Ale dlaczego mnie nie spytałaś o zdanie? Czemu myślisz tylko o sobie? Nie przypuszczałem, że jesteś aż taką egoistką!! - chłopak każde zdanie wykrzykiwał coraz głośniej.
- O co ci chodzi? - pytała zupełnie zbita z tropu dziewczyna.
- O co? a proszę! O to że chyba ja i moje zdanie się dla ciebie w ogóle nie liczą! Myślałem, że skoro jesteśmy razem to oznacza, że się wspieramy itp. ale też MÓWIMY SOBIE WSZYSTKO I WSPÓLNIE PODEJMUJEMY DECYZJE!!!
- A ja myślałam że skoro to moja głowa to mogę robić na niej co mi się podoba i nie pytać o zgodę mojego chłopaka!!! Następnym razem chyba zapytam czy mogę się załatwić, bo wygląda na to że bez twojego zezwolenia nawet tego mi nie wolno!
- No nie, ty chyba zwariowałaś!
- Tak, ja zwariowałam!!! A ty oszalałeś!! Zanim cokolwiek powiesz to najpierw pomyśl bo możesz kogoś mocno zranić. Nie wiedziałam, że twoje dziewczyny muszą robić to co TYLKO ty chcesz i nie mają własnego zdania! Przykro mi, ale ja taka nie jestem i nie zamierzam zmieniać się dla ciebie w zniewolony umysł! A teraz żegnam bo nie mam ochoty dalej na ciebie patrzeć! Bardzo się na tobie zawiodłam, nawet nie wiesz jak bardzo!
- Kto się zawiódł ten się zawiódł! Myliłem się w stosunku do ciebie! - po tych słowach wściekły skoczek odwrócił się na pięcie i wybiegł ze szpitala, potrącając chorych.
Ida poszła do sali ze spuszczoną głową.
- O Ida, już jesteś - zaczęła Gabrysia widząc wchodzącą przyjaciółkę - masz tę kawę? Bardzo mi się chce pić.
- Yyy... co? - zapytała wyrwana z rozmyślań dziewczyna.
- Co się stało? - włączył się do rozmowy Morgi.
- Gregor to totalny dupek! - krzyknęła dziewczyna.
- Co ci zrobił?
- Szczelił focha o nową fryzurę i wyzwał od idiotek! Jak on mógł mi to zrobić? - po tych słowach dziewczyna rozpłakała się.
- Ja tak tego nie zostawię. A tak na marginesie to wyglądasz powalająco! - powiedział Morgi i wybiegł, a w jego ślad poszedł również Arthur.
Chłopcy wybiegli przed szpital, ale nie musieli się wcale rozglądać za przyjacielem bo wpadli na niego i trenera.
- Oooo... Proszę, proszę. Znalazły się kolejne zguby - powiedział ironicznie Poitner.
- Dzień dobry panie trenerze - powiedzieli razem skruszonym głosem - ale yyy dzisiaj nie miało być chyba treningu.
- A to nie łaska już sprawdzić pocztę? Rozesłałem wam maile że dziś JEST trening, ale widzę, że wy jesteście teraz zajęci innymi sprawami.
- Ale my nie zdążyliśmy sprawdzić, sam pan wie. Bankiet był i trzeba było się wyspać.
- Trening miał być o 12 a wy latacie cały czas za jakimiś dziewczynami. Jestem zażenowany waszą postawą. A teraz marsz za mną. Mamy wolną skocznię do wieczora więc będziecie mieć dużo czasu na trening.
Skoczkowie odpowiedzieli tylko pod nosem "dobrze" i poszli w kierunku Bergiesel. Morgi napisał do Gaby sms-a: "Wpadliśmy na Poitnera przed szpitalem. Będziemy do wieczora na treningu. Zadzwonię później. Z młodym jeszcze nie gadałem." Gabrysia odpisała mu tylko lakoniczne "Ok".
- Nie, ja nie będę płakać przez niego- powiedziała dziewczyna po czym przetarła łzy - Zawiódł mnie całkowicie, ale ja się zemszczę skutecznie. Nie będę tracić czasu na kaprysy jakiegoś chłopaka, który sobie wyobraża, że jest niewiadomo kim, bo umie skakać. Byłam szczęśliwa, chciałam, żebyście wy też takie były, ale jak widać, nie to było mi pisane. Nie będę o nim teraz pamiętać, postaram się zapomnieć, ale obiecuję, że przeze mnie nie stracicie najpiękniejszych dni waszego życia. Czas się zabawić, w końcu mamy wakacje!
Dziewczyny popatrzyły na siebie zdziwione zachowaniem przyjaciółki. "Przecież oni są dla siebie stworzeni" myślała Gabrysia. "Żeby tylko nie zrobiła czegoś tak głupiego, że będzie tego żałować do końca życia..."
piątek, 28 marca 2008
Co się z wami, czytelnikami, dzieje??
Nie jestem pewna czy wiecie, że jeśli nie pojawi się przynajmniej 10 waszych komentarzy do IX rozdziału, pt. "Apogeum rozpaczy", to nowego nie będzie!! Więc zastanówcie się, czy chcecie wiedzieć co się z nami dalej działo podczas pamiętnych wakacji... A nowi bohaterowie czekają, czekają i doczekać się nie mogą!!!!! Nasz serwis informacyjny The "Austria i Simon Story" NEWS przerwał swą aktywność, bo nie ma o czym zapowiadać, o czym informować, BO CZYTELNICY ŚPIĄ!!!! i nie komentują
pozdrowienia, miłego weekendu
piątek, 14 marca 2008
Rozdział IX Apogeum rozpaczy
- ... próbujemy ale nic nie wiadomo, trzeba czekać...
Doktor poklepał Simona po ramieniu i wrócił na salę. Przyjaciółki opadły zmęczone na ławkę. Gregor spytał szeptem Simona:
- Co się stało? Co z Zuzią?
- Nie wiem, nie wiem, potrącił ją... upadła... nieprzytomna... - odparł po czym opadł na ławkę, przełknął ślinę i zaczął od nowa. - Biegliśmy, wpadliśmy do lasu, nie chciała się zatrzymać, wybiegła na drogę i nie zauważyła samochodu, a on ją potrącił. Byłem... przerażony. Myślałem, że... że już za późno...
Sophie usiadła obok przyjaciela i w milczeniu go objęła.
Gaba nie rozumiała ich. jak mogą spać teraz, gdy Zuzia walczy o życie, gdy musi pokonać śmierć, nie poddać się... Leżała nieprzytomna podłączona do respiratora, ponieważ w wyniku wypadku nie mogła oddychać sama. Gabrysia chodziła niespokojnie po poczekalni, patrząc na śpiących Idę, Gregora i Thomasa. Sophie wróciła do domu, bo następnego dnia musiała iść wcześnie do pracy. Zgodziła się jechać dopier, gdy przyrzekli powiadamiać ją o wszystkim, co się wydarzy. Simon, nie zmrużywszy oka ani na chwilę, poszedł się przejść i chwilę odetchnąć. W tym momencie obudził się Thomas.
- Nie spałaś? - zapytał podchodząc do dziewczyny.
- Nie mogę, martwię się. - z oczu dziewczyny popłynęły łzy.
- Hej, nie płacz. - rzekł cicho chłopak - Będzie dobrze. Słyszysz? Słyszysz mnie? Popatrz mi w oczy. Zuzia wyzdrowieje w wszystko będzie dobrze, tak jak zawsze, bo tak musi być, po prostu musi, słyszysz?
Thomas patrzył na łzy cieknące po policzku Gaby. Widział jej piękne, lazurowe oczy i nie mógł znieść smutku tej wspaniałej i wrażliwej dziewczyny. Chciał ją pocieszyć. Przytulił mocno do siebie. Pragnął wlać w nią trochę otuchy. Gdy przyciągnął dziewczynę, oboje poczuli dziwnie przyjemny prąd przebiegający przez złączone ręce. Dziewczyna poderwała głowę, ich oczy się spotkały. Wtedy oboje wszystko zrozumieli. Szczęśliwi, przez chwilę znów przywarli do siebie. W tym momencie do poczekalni wpadł jak burza Simon.
- Obudziła się! Żyje! Wszystko dobrze!
Gaba na tę wiadomość wybuchnęła histerycznym śmiechem, który szybko przeszedł w płacz pełen ulgi. Obudzona Ida, gdy dotarła do niej wspaniała wiadomość, zerwała się z miejsca. Rozpromieniona uścisnęła przyjaciółkę i opadła na fotel, zamykając oczy.
- Jesteście zmęczone, teraz już wszystko będzie dobrze, więc może wróćcie do pensjonatu, ja tu zostanę. - zwrócił się do Polek Simon.
- Nie ma mowy! Zostajemy z nią!
- To ma sens - próbował przekonać dziewczyny Thomas - zawieziemy was.
- Tak, wyśpijcie się porządnie i odpocznijcie. Obiecuję, że jak tylko coś się zmieni to od razu do was zadzwonię.
- Dobrze, ale przed tym pójdziemy jeszcze ją zobaczyć.
Dziewczyny poszły do sali Zuzi. Zatrzymały się w drzwiach i ze łzami w oczach patrzyły na przyjaciółkę. Dziewczyna znów zasnęła, ale na szczęście mogła już samodzielnie oddychać, nie potrzebowała maszyny. Ida z Gabą nie chcąc obudzić Zuzi wróciły do poczekalni. Ucałowały Simona i pojechały do pensjonatu.
Szczęśliwy i spokojny już Ammann poszedł do sali, w której leżała dziewczyna i usiadł na krześle patrząc z uśmiechem na twarz Zuzanny. Po chwili, zmęczony wstrząsającymi przeżyciami, zasnął z ulgą opierając głowę na brzegu łóżka.
Dziewczyny spały dosć długo. Musiały odreagować to, co wydarzyło się w nocy. Simon nie przysłał im żadnych nowych informacji. Choć czuły zmęczenie, to jednak szczęśliwe zakończenie wczorajszego dnia pozwoliło im zjeść spóźnione śniadanie w pogodnych nastrojach.
- Gabrysiu - powiedziała nagle Ida, gdy obie rozprawiały w wydarzeniach z wieczora - może przejdziemy się gdzieś do centrum. I tak na razie nie możemy odwiedzić Zuzi, bo ma badania i tak nas nie wpuszczą.
- Dobrze, przejdziemy się gdzieś, a potem odwiedzimy naszą chorą.
Dziewczyny udały się na długi spacer. Miło było zobaczyć po tak koszmarnych chwilach bawiące się w parkach rodziny z dziećmi. Chyba wszyscy mieszkańcy postanowili spędzić ten piękny dzień na łonie natury. Dziewczyny spacerowały po ulicach i podziwiały piękne widoki roztaczających się w okolicy gór. Choć wiedziały, że upłynie jeszcze wiele dni, zanim wszystko wróci do normy, to jednak cieszyły się tym, że ich przyjaciółka żyje, nie zostawiła ich.
Po długim spacerze dziewczyny dotarły do dużego centrum handlowego. Wspólnie stwierdziły, że krótkie zakupy dobrze im zrobią, poza tym chiciały coś kupić Zuzi. Przyjaciółki odwiedziły kilka sklepów, lecz najbardziej spodobała im się słonecznie żółta bluzka z optymistycznym napisem: "Don't worry, be happy!". Dziewczyny wiedziały że tym prezentem poprawią przyjaciółce humor. Przy wyjściu dziewczyny minęły salon fryzjerski. Ida nagle zatrzymała się. Zdezorientowana Gaba poszła za nią.
- Wiesz Gabrysiu, muszę coś zrobić z włosami.
Dziewczyny spędziły u fryzjera trochę czasu, ponieważ Ida postanowiła pójść na całość i przefarbować włosy. Gdy Gaba zobaczyła końcowy efekt nie była w stanie wydusić żadnego słowa. Choć jej przyjaciółka wyglądała teraz zupełnie inaczej, to jednak piękny, złoty odcień blond pasemek olśniewał każdego, kto patrzył na włosy dziewczyny.
sobota, 8 marca 2008
Rozdział VIII Mam złe przeczucie

W tej części ogrodu trawnik łagodnie opadał ku zagajnikowi. Idealnie przystrzyżona trawa falowała delikatnie na wieczornym wietrze, wyglądając jak puszysty dywan. Zuza podwinęła sukienkę, aby móc szybciej biec. Trzymała oliwkowe fałdy rękami, w panice zbiegając po zboczu. Jej wspaniałe włosy, wcześniej tak elegancko upięte, rozsypały się w nieładzie. "Idiotka, - kołatała jej się w głowie jedna myśl, - idiotka, idiotka. Las jest już blisko, już niedaleko, idiotka..."
Tymczasem zaniepokojony Simon biegł za dziewczyną. Rozpięta marynarka łopotała za nim jak napięty żagiel na wietrze. Bez słowa minął Idę i Gabrysię, zeskoczył ze schodów, nie bawiąc się w zbieganie po nich. Biegł i biegł, a światło księżyca nadawało całej tej sytuacji niezwykły urok.
Nagle Zuza potknęła się i prawie upadła. Utrzymała jednak równowagę, ale zgubiła jeden but. Musiała się więc zatrzymać, by zdjąć także drugi. Ten moment wykorzystał Simon znacznie przybliżając się do dziewczyny. Tej jednak udało się w ostatniej chwili odbiec, unikając mocnego uścisku skoczka.
Zuza wpadła do zagajnika i zdyszana schowała się za pierwszym większym drzewem. Słyszała donośne wołanie Simona:
- Zuzanno! Zuzanno!
Nagle, gdy* usłyszała kroki Ammanna bardzo blisko siebie, dobiegł ją odgłos przejeżdżającego nieopodal samochodu. Boso, jedną ręką podwijając sobie sukienkę, w drugiej zaś trzymając buty, ruszyła w kierunku , gdzie jak uważała, powinna być droga. Nie wiedziała po co to robiła. Nie chciała teraz tak po prostu stanąć przed Simonem, ujrzeć jak wszyscy się z niej naśmiewają. Wolała zrobić cokolwiek aby odwlec tę nieprzyjemną chwilę jak najdłużej. "Trudno - myślała - nie mam szans z Simonem, mam tylko nadzieje, że Gaba i Ida będą szczęśliwe..."
Droga była już niedaleko. Zuza biegnąc, słyszała wołającego za nią chłopaka.
- Zuzanno, nie!
Dziewczyna odwróciła głowę, zobaczyła przerażoną twarz skoczka i wbiegła na drogę. W ostatniej chwili dostrzegła kątem oka ciemny kształt i oślepiający blask, a potem nie widziała już nic. jdjdjdhdhduryr dfuudjt i i k o u j u j fwee h h i j- Zuzanna...!
***
Dziewczyna potrącona przez wielkiego jeepa, który natychmiast odjechał, upadła na pobocze.
Natychmiast znalazł się przy niej Simon. Zuza leżała nieprzytomna a jej piękne włosy zasłaniały całą twarz. Zrozpaczony chłopak nie wierzył w to co widział. Odgarnął dziewczynie włosy i popatrzył w jej spokojną twarz, na której błąkał się delikatny uśmiech. Chłopak natychmiast zadzwonił po pogotowie i zaczął przemawiać do Zuzi.
- Zuzanno, błagam cię, nie umieraj, nie teraz. Wiem, to wszystko moja wina, nic nie wiedziałaś, wiem. Ale wybacz mi... wszystko się zmieni, tylko nie umieraj, walcz!
Po chwili usłyszał syrenę nadjeżdżającej karetki. Z ulgą zwrócił się do dziewczyny:
- Słyszysz? Już jedzie pomoc, błagam...
- Mam nadzieję, że się pogodzą.
- Chciałabym, ale wiesz jaka jest Zuzia, gwałtowna... ona z Ammannem to prawdziwa mieszanka wybuchowa.
- O co chodzi? - Gregor wyszedł do Idy. - Gdzie Zuza?
- Pobiegła.
- A Simon?
- Pobiegł za nią.
- Słucham? Ech... nieźle się porobiło.
W tym momencie usłyszeli syrenę karetki.
- Mam złe przeczucie. Zadzwonię do niej - szepnęła Gaba wyciągając telefon.
- Nie odbiera. Macie numer do Simona?
- Sophie pewnie ma. - odparł Gregor.
Gaba zerwała się i wbiegła do budynku.
- O co chodzi? - spytał ją Morgi.
- Martwię się. - odparła bezradnie.
Odnalazła Sophie na sali i podbiegła do niej.
- Sophie, masz numer do Simona?
- Tak, oczywiście, już ci go daję. Co się dzieje?
Odstawiła tacę na pobliski stolik i zaczęła szukać telefonu. W tym momencie rozległa się wesoła melodyjka.
- O! Właśnie dzwoni! - krzyknęła zaskoczona - Hej. Co się dzieje?
Uśmiech nagle zniknął jej z twarzy.
- To nie możliwe, dobra trzymaj się,zaraz tam będziemy.
Rozłączyła się i spojrzała na przerażoną Gabę i Morgiego.
- Są w szpitalu, Zuza miała wypadek.
* (akcja stop) tak stała, zobaczyła za sobą wielki cień. Przerażona powoli odwróciła się i... zobaczyła MAŁY GŁÓD.
- Ha, ha, ha! Mam cię, zjem cię. Już mi nie zwiejesz!
- A mylisz się ty mały nikczemniku xD - odparła po czym wyjęła ze swojej dzierganej torebeczki danio waniliowo - truskawkowe i zatopiła w nim łyżeczkę.
Mały głód zdążył tylko krzyknąć i przepadł w nicość, czyli leśną dziuplę.
P.S. Z tym małym głodem to takie wariactwo, które mi przyszło na jednej lekcji i stwierdziłam, że muszę to dodać, pozdrawiam i dziękuję za komentarze:D
piątek, 7 marca 2008
The "Austria i Simon Story" NEWS
Otóż, Ida, postanowiła zaszaleć i zmienić sobie kolor włosów. Wynikną z tego nieoczekiwane wydarzenia, ale, nie martwcie się, MOŻE wszystko będzie dobrze.
Po drugie, do naszej wspaniałej ekipy dołączy niebawem ktoś znany i lubiany, ale do tej pory pomijany w naszym opowiadaniu, nomen omen odzwierciedlającym nasze przygody. Jakby tego było za mało, nie chodzi tu tylko o jedną osobę, lecz o więcej, a wszystko to będzie miało związek z pewną uroczą dziewczyną...
Pozdrawiamy
piątek, 29 lutego 2008
Rozdział VII Wszystko dzieje się zbyt szybko


Bal udał się wspaniale. Piękną salę jadalną oświetlał jedynie blask świec, które ustawiono na okrągłych, drewnianych stolikach, przy których znajdowało się po osiem krzeseł, bardzo wygodnych; ich obicia idealnie komponowały się z ciemnokasztanowym kolorem podłogi. Jadalnia przechodziła we wspaniałą przestronną salę balową. Całą jej południową ścianę zajmowały wielkie okna ukazujące zachwycający, pełen soczysto zielonych drzew i krzewów ogród. Pod jedną ścianą zespół muzyczny ustawiał swoje instrumenty, zaś naprzeciwko kelnerzy krzątali się przy barze, wyciągając kolejne kieliszki i szklanki.
Wszyscy zaproszeni goście, powitani przez Sophie, przeszli najpierw do jadalni, gdzie czekała na nich wystawna kolacja.
Jednak młodzież nie mogła długo usiedzieć i zaraz po drobnych przekąskach skoczkowie wraz z Polkami udali się do sąsiedniej sali, gdzie zespół muzyczny już grał.
Simon, Morgi i Gregor razem z dziewczynami stali rozbawieni przy wejściu i obserwowali trenera Poitnera tańczącego żywo z żoną na środku sali. Nagle zespół zagrał spokojną balladę, więc Gregor zaprosił Idę na parkiet. Zaraz po tym Simon szarmanckim gestem skłonił się nisko przed Zuzą, która roześmiana podała mu rękę i ruszyli do tańca. Zostali tylko samotni Gabrysia i Morgi. Chłopak dość zakłopotany niepewnie poprosił dziewczynę . Po chwili wszystkie pary zgodnie poruszały się w takt muzyki.
W pewnym momencie podczas kolejnej piosenki zmęczona Zuzia przeprosiła Simona i poszła się napić. Przy barze spotkała przyjaciółki. Gdy po omówieniu wrażeń wracały do partnerów na parkiet, Zuzia zauważyła Sophie w objęciach Simona, który szeptał jej coś na ucho. Dziewczyna nie wierzyła w to, co widziała. Myślała, że było im dobrze razem tego wieczoru, przecież prawie cały czas spędzała z nim... A ta Sophie, wydawała się taka miła. Cicha woda brzegi rwie... Oni są razem! "Jaka ja byłam głupia!: pomyślała zrozpaczona Zuza. "Miałam nadzieje, myślałam, że...". Załamana dziewczyna odwróciła się i pobiegła z powrotem do baru, gdzie przyjaciółki jeszcze siedziały, kończąc napoje.
- Ale... ale ja nie potrafię - wyłkała - to mnie przerasta. To uczucie mnie zabija!
W tym momencie zespół zagrał ukochaną piosenkę Sophie - "Goodbye my lover" Jamesa Blunta. Dziewczyna na nowo wybuchnęła płaczem.
- Przecież to nie twoja wina, nie możesz się tym zadręczać, nie cofniesz czasu, a on nie wróci...
- Jak ja o tym pomyślę, przecież on mógł żyć. To wszystko moja wina.
- Dziewczyno! Nie krzycz! O co chodzi?
- Widziałam ich razem!
- Kogo? - krzyknęła Gaba.
- Simona i Sophie - łkała Zuzia - tańczą, obściskują się i... to okropne, jestem idiotką.
Gaba z Idą był wstrząśnięte.
- Sophie? Jak to możliwe? - wykrzyknęła Ida.
- Chodź, nie przejmuj się, zjemy coś, wszystko będzie dobrze...
Przyjaciółki objęły zapłakaną Zuzię i poprowadziły do stolika. Tam siedzieli Gregor i Morgi delektując się deserem. Gdy dziewczyny podeszły bliżej, Schliri rzucił Idzie zaniepokojone spojrzenie. Gdy dziewczyna zreferowała mu całą sprawę, chłopak złapał się za głowę.
- To nie tak, to wcale nie tak. Sophie jest przyjaciółką Simona - wyjaśniał szeptem Gregor - jego najlepszą przyjaciółką. Znają się od lat, nikt nie wie od jak dawna, poznali się gdzieś w Szwajcarii. Kiedyś podobno byli ze sobą, ale oboje stwierdzili, że przyjaźń jest lepsza. Wiedzą o sobie wszystko i pewnie teraz Simon pociesza Sophie, bo tuż przed wakacjami zginął jej chłopak, z którym była kilka lat. Ona się tym zadręcza. Wszyscy o tym wiedzą, bo Sophie jest znana wśród skoczków, ale do was mogło to nie dotrzeć. Ona wciąż myśli, że to jej wina.
- To straszne - szepnęła przerażona Ida - a Zuzia myśli, że... czekaj chwilę, powiem jej tylko...
Zerwała się i podbiegła do przyjaciółki. Tłumaczyła jej coś żywo, ale Zuza nie dała się przekonać. Siedziała zrezygnowana, patrząc tępo przed siebie. Ida dała za wygraną i wróciła do Gregora.
- Nie wierzy mi, nie wiem dlaczego...
- Nie przejmuj się. Nic już nie możesz zrobić.
Ida wyglądała na zmartwioną.
- Zuza!
Z zamyślenia wyrwał ją łagodny głos Thomasa.
- Wszystko w porządku?
- Nie, nic nie jest dobrze, to straszne. Znowu się zawiodłam na gościu, na którym mi zależało. Dlaczego byłam taka naiwna? Myślałam, że dobrze dogaduję się z Simonem... ale do czasu. Jak ich razem zobaczyłam, co ja sobie wyobrażałam?
- Ale kogo? Zuza, możesz trochę jaśniej?
- Sophie i Simonem. - odparła krótko.
- Zuza, błagam nie płacz, to na pewno nie tak jak myślisz. Znam Simona, to świetny facet, on szanuje dziewczyny, nigdy żadnej nie uraził.
Całej rozmowie przyglądała się z boku rozdrażniona Gabrysia. "Muszę coś z tym zrobić." pomyślała. "Nie wystarcza jej Simon, że dostawia się jeszcze do Morgiego?"
- Zuza - wtrąciła nagle Gaba - skoczysz ze mną do baru?
- Jasne - odparła dziewczyna.
Jednak Gaba zamiast iść do baru skierowała się w stronę toalety.
- Co ty wyprawiasz? Specjalnie to robisz? - krzyknęła dziewczyna, gdy tam dotarły.
- Gaba, o co ci chodzi? Oszalałaś...?
- Oczywiście, ja oszalałam! To ja jestem taka okropna, nie? A ty? Wspaniała ukochana przyjaciółka! Nie wiedziałam, że kumpele odbijają sobie facetów, a może ty go podrywasz dla mnie, co?
- Gabrysiu, ależ o czym ty mówisz? - Zuzia była przerażona - Opanuj się, nikogo nie podrywam!! Nie mam takiego zamiaru, nigdy bym tego nie zrobiła...
- A Morgi? - z oczu dziewczyny trysnęły łzy - Może niby nie widziałaś jak się na ciebie patrzył, nie? Teraz będziesz udawać, że jesteś moją najlepszą przyjaciółką, a jednocześnie będziesz podrywać chłopaka, który zawsze mi się podobał. Nienawidzę cię! - dodała po czym z całej siły szarpnęła Zuzę za jej piękne włosy.
Ta nie była jej dłużna, gdyż zaraz wbiła jej swoje paznokcie w ramię. Dziewczyny szamotały się, krzyczały, kopały. Jednak lekką przewagę miała Gaba, ponieważ była znacznie wyższa od Zuzy i dlatego ta druga częściej lądowała na podłodze.
W pewnej chwili do łazienki wpadła blada jak ściana Ida.
- Co się dzieje? Co wy wyprawiacie?! Zuza! Czemu leżysz na podłodze?
- Zapytaj lepiej jej - odparła dziewczyna, po czy rzuciła okiem na rywalkę.
- O nie! Zuza! Złamałaś mi paznokcia! - krzyknęła Gaba, po czym zaczęła się śmiać na całą łazienkę - Zachowujemy się zupełnie jak Paris Hilton!
P chwili przyłączył się do niej obie przyjaciółki, które zaraz też się pogodziły. Ida poprawiła im makijaż aby nikt nie zauważył co tu się stało.
Nagle dotarł do niej strzępek rozmowy, w której dosłyszała głos Ammanna. Okazało się, że chłopak cicho pytał siedzącego obok Arthura:
- Wiesz co się stało Zuzannie?
W tym momencie odezwał się Morgi.
- Jak to nie wiesz? I ty o to pytasz? Poznajesz dziewczynę, bawisz się z nią przez cały wieczór, a potem przytulasz Sophie! I ty się dziwisz o co jej chodzi?!
Zuza poderwała głowę. Przerażona patrzyła na Morgiego, którego powstrzymywała Gaba. Zdenerwowany chłopak spoglądał na Simona. Szwajcar był zaskoczony. Zrobił ruch, jakby chciał podejść do Zuzy, ale ona zerwała się z miejsca i wybiegła przez drzwi na taras. Zaraz za nią popędziły Ida z Gabą. Zastały ją, jak opierała się o rozłożyste drzewo i cała dygotała ze złości.
Dziewczyny osłupiały na widok wspaniałego ogrodu. Tutaj przyroda miała główną rolę. Wszystko było naturalne, idealnie współgrało ze sobą. Z tarasu ku rozłożystemu ogrodowi, niczym leśnej polanie, prowadziły wspaniałe, kamienne stopnie. Tu i ówdzie można było dostrzec niewielkie kępki kwiatów, bądź małe krzaczki. Po lewej stronie, na kropelkach wody tryskających z niewielkiej fontanny przypominającej postać boga wina - Dionizosa, rozpraszały się ostatnie promienie zachodzącego słońca, oświetlając ogród barwami tęczy. Trawnik łagodnie opadał w dół delikatnego zbocza. Tam zaczynał się las, składający się głownie z drzew liściastych, które delikatnie falowały na wietrze, skutecznie tłumiąc odgłosy drogi prowadzącej przez zagajnik.
Przyjaciółki podeszły do łkającej wciąż Zuzy i objęły ją. Nagle drzwi za ich plecami otworzyły się i wyszedł z nich zaniepokojony Simon. Wystraszona Zuza poderwała się i zbiegła po schodach.
- Nie! - krzyknął chłopak - Stój! Zatrzymaj się!
niedziela, 17 lutego 2008
Rozdział VI Bankiet
Ten rozdział jest jak na razie najdłuższy. Oczywiście każdy się z tego powodu bardzo cieszy, z wyjątkiem tych nielicznych, którzy nie lubią naszej prozy.
Dziś 23 lata kończy Anders Jacobsen, więc życzymy mu wszystkiego najlepszego oraz dalekich lotów w tym i następnym sezonie;)
- Cześć Ida! Co się stało?
- Hej! Przenosiłyśmy się do innego hotelu i kompletnie zapomniałam o treningu, przepraszam - powiedziała dziewczyna.
- a dostanę coś jeszcze do przepraszam? - zapytał skoczek i wyszczerzył zęby.
- Faktycznie, jeszcze się na mnie obrazisz, a tego bym nie przeżyła - odrzekła po czym go pocałowała.
- Gorzko, gorzko - zaczął krzyczeć Arthur.
Reszta kolegów zaczęła go naśladować.
- To jest Arthur, którego już chyba zdążyłaś poznać - powiedział z kwaśną miną Gregor.
- Arthur, co to było?
- Ach to. Nic, nic - odpowiedział, choć poczuł na sobie wzrok Idy (gdyby te oczy potrafiły zabijać...)
- To Mario i Morgi, ich też już znasz.
- Cześć - powiedzieli chórem
- Cześć - odparła dziewczyna.
- To Wolfgang Loitzl.
- Miło mi - zaczęła dziewczyna.
- Cała przyjemność po mojej stronie - odpowiedział skoczek - Gregor dużo nam o tobie mówił.
- Hmm... mam nadzieję, że nic strasznego - odparła z uśmiechem dziewczyna.
- A to Andreas i Martin - wtrącił szybko Gregor zanim któryś z jego kolegów wymyśliłby coś szalenie dowcipnego.
- Cześć - powiedziała tylko tyle, bo nic mądrego nie przychodziło jej do głowy. Poznała tylu skoczków, wciąż nie mogła w to uwierzyć.
- To my już będziemy lecieć - rzekł Morgi - bawcie się dobrze i do zobaczenia wieczorem.
- Miłej randki - dodał z uśmieszkiem Mario - ładna z was para, taka dobrana...
Gregor tylko pogroził mu pięścią, uśmiechnął się i odwrócił, obejmując Idę ramieniem.
- Nie przejmuj się Mario - zaczął skoczek - on tak zawsze...
- Nic się nie stało - odpowiedziała dziewczyna - rozumiem to doskonale, zdążyłam się przyzwyczaić.
Idąc na górę spotkali trenera. Poitner bardzo chciał sie dowiedzieć czy z Idy ręką wszystko już w porządku.
Po chwili dotarli na górę. Widok roztaczający się stamtąd oczarował dziewczynę. Zachwycona patrzyła na panoramę miasta. Gregor uśmiechnął się i wziął ją pod rękę.
- Dziś jest bankiet skoczków - powiedział chłopak - w tej restauracji, gdzie Sophie pracuje i... i chciałbym abyś tam ze mną poszła.
- Wow, super! Naprawdę chcesz? - odrzekła dziewczyna - Ale... - nagle posmutniała.
- Ale ja bym bardzo chciała z tobą iść, tylko wiesz... nie chciałabym zostawić dziewczyn samych. Nie podarowałyby mi tego. Przyjechałyśmy razem na wakacje, a wychodzi ciągle na to, że ja gdzieś idę, a one nie.
- To żaden problem, niech idą z nami. Będzie tam dużo skoczków, świetna zabawa!
- Naprawdę? Genialnie! Jesteś kochany!
- To ty jesteś kochana, zawsze myślisz o innych.
- Nie wiem jak ci dziękować.
- Możesz tak - odrzekł po czym długo ją pocałował.
***
- Zuza, uspokój się dziewczyno, nie tragedizuj! Zaraz coś znajdziemy. Myślałam, że się ucieszysz, podobno ma być dużo skoczków... - powiedziała Ida - nie wzięłaś żadnej seksownej sukienki?
- Nie no, nie wiem, jakieś tam zabrałam - odrzekła dziewczyna i wyrzuciła wszystkie ubrania z szafy - A z resztą, po co ja się będę stroić, wkładam pierwszą lepszą i już! I tak nic mi nie pomoże - powiedziała zrezygnowana i poszła układać włosy.
- Dobra, pośpieszmy się bo się spóźnimy i dopiero będzie plama. Taksówka zaraz będzie - Ida spojrzała z westchnieniem w lustro. Wszystkie trzy prezentowały się wspaniale. Dziewczyna miała wielką nadzieję poznać przyjaciółki ze skoczkami. Chciała, aby wszyscy naokoło byli tak szczęśliwi jak ona.
Gaba postawiła na małą czarną, która doskonale podkreślała kolor jej oczu. To był strzał w dziesiątkę; aksamitna sukienka zakończona tuż przed kolanami falbanką ukazywała jej wspaniałe nogi. Zuza wybrała długą, luźną suknię, sięgającą jej prawie do kostek. Przy każdym ruchu Polki, szeleszcząc, kreacja mieniła się wszystkimi odcieniami, w których dominował ukochany kolor dziewczyny - soczysto zielony, na zmianę z piękną oliwką, idealnie dopasowaną do oczu. Nikt nie będzie mógł oderwać od niej oczu. Ida ubrała swoją ulubioną pastelowo - zieloną sukienkę, obcisłą i długą do pół łydki, która podkreślała jej wspaniałą figurę i elegancję.
Wieczór zapowiadał się wspaniale. Tuż przed restauracją na dziewczyny czekał wystrojony w garnitur Gregor. Uśmiechnął się niepewnie widząc jak olśniewająco wygląda jego partnerka. W głębi wspaniałego hallu czekali już na nich koledzy skoczka. Mieli razem wejść na salę. Tam, tuż za szklanymi drzwiami, Sophie witała gości. Ubrana była w prostą, czarną sukienkę zebraną w talii tak, że niżej układała się w swobodną ale dalej bardzo elegancką spódnicę. Wyglądała prześlicznie, skromnie, ale dzięki temu bardzo elegancko.
Gdy tylko przyjaciółki ze skoczkami weszły do jasno oświetlonej sali, zaraz pojawiła się przy nich Sophie, witając ich szerokim uśmiechem. Przywitała się ze wszystkimi dobrze jej znanymi skoczkami, a potem dostrzegła Idę i powitała także ją. Gdy Polka przedstawiła jej swoje przyjaciółki, Sophie zagadnęła po polsku:
- I jak wam się u nas podoba? Poznałyście już wszystkich?
- O czym rozmawiacie? - Gregor podszedł do Idy i objął ją ramieniem.
- Ach, o niczym. Takie tam, babskie sprawy - odpowiedziała tajemniczo Gabrysia i uśmiechnęła się do koleżanek.
Nagle ktoś podszedł do Sophie od tyłu i zasłonił jej oczy. Dziewczyna zaczęła się śmiać.
- Hmm... kto to może być - powiedziała. Gregor, który doskonale wiedział, kto przyszedł, śmiał się:
- Zgaduj, zgaduj!
- Hmm... Roger Federer?
- Nie - krzyknęły chórem Polki.
- James Blunt? - zapytała z udawaną nadzieją.
- Nieee....
- Wiem! Matt Damon!
- Też nie...
- Ach, to w takim razie musi to być ten beznadziejny skoczek, taki fajtłapa, jak on się nazywał? Jakiś Ammann? Simon, nie? Kompletny frajer.
Odwróciła się i ujrzała swojego przyjaciela, Simona Ammanna we własnej osobie.
- Okropna jesteś! Wstrętna i podła! - krzyknął skoczek po czym mocno uściskał przyjaciółkę.
- Stęskniłam się za tobą. Jak podróż?
- Wspaniale ale mam już dość. Pięknie wyglądasz - rzekł, spoglądając na nią z uznaniem.
- Akurat - odparła sceptycznie Sophie.
Całej sytuacji przyglądała się z otwartymi ustami Zuza. Nie mogła uwierzyć własnym oczom. Przed nią stał Simon Ammann. Nie, to nie możliwe. Jej się to NIE mogło przytrafić. Gaba z Idą kładły się ze śmiechu. Sophie patrzyła to na przyjaciółki, to na zaskoczoną Zuzię, wreszcie na Ammanna. W jednej chwili wszystko zrozumiała. Zaraz zaczęła przedstawiać dziewczyny przyjacielowi.
- To są Polki. Przyjechały tu na wakacje.
- Naprawdę? Do tej brzydkiej Austrii?
- Tak jakoś wyszło - odparła ze śmiechem Ida. Przy Simonie trudno było się nie śmiać. - chciałyśmy lecieć do Hiszpanii, ale Austria też może być.
- Ej! - krzyknął z pretensją Gregor.
- Ida, dziewczyna Gregora - powiedziała Sophie.
- Miło mi. Gregor, moje gratulacje!
- Ale my nie jesteśmy razem, my się tylko przyjaźnimy...
- Taaa... widać. - zaśmiała się Sophie - Gaba, przyjaciółka Idy.
- Cześć , jesteś świetnym skoczkiem, podziwiam cię!
- Dzięki, słyszysz? - zwrócił się do Sophie - Jestem świetny!
- Tak, ekhm, nie komentujmy... i Zuza.
- Miło mi - zaczął niepewnie skoczek - Dobrze się czujesz, bo dziwnie wyglądasz?
- Aaa... tak, nic mi nie jest - wyjąkała dziewczyna i uśmiechnęła się słabo.
P.S. Posta pisałam wczoraj (dlatego wszystko jest z dnia poprzedniego) ale publikuje dopiero dziś.
czwartek, 7 lutego 2008
Rozdział V Nagła zmiana
- Zuza! Co się stało? Ktoś nie żyje? - krzyknęła Ida.
- Nie, chyba nie. Mam nadzieję, że nie. Nie o to chodzi - odparła dziewczyna.
- To o co? Gaba! Ty wiesz co tu się stało? Powiedzcie coś wreszcie! - zdenerwowała się Ida.
- Bo.. - zaczęła Zuza - poszłam na spotkanie z Filipem, to znaczy z barmanem pracującym w tym hotelu, wtedy co tak wybiegłam... poznałąm go jak byłyście na skoczni...
- I? - zapytały równocześnie przyjaciółki.
- Na początku było nawet przyjemnie, ale... - zawahała się dziewczyna i znów zaczęła płakać.
- Zuza, błagam cię, powiedz co się stało! - krzyknęła Gaba.
- Ale potem on... on zaczął się do mnie przystawiać... to było straszne. Wszyscu się na nas gapili, a on zaczął się do mnie kleić, chyba był pijany, nie wiem... - wyłkała dziewczyna - więc ja wybiegłam z restauracji i tyle go widziałam.
- Ważne, że nic ci nie jest. - odparła Ida - A tym typem się nie zadręczaj. Poszukamy jakiegoś innego hotelu i już go więcej nie zobaczysz. Wszystko będzie dobrze.
- Chodźmy spać, bo już późno, a ja osobiście jestem zmęczona. - powiedziała Gaba - Czeka nas kolejny męczący dzień, A niby jesteśmy na wakacjach.
Zuza,już uspokojona, łkając jeszcze cicho, zasnęłą szybko, zmęczona przeżyciami, tak jak Gabrysia. Natomiast Ida jeszcze długo sms-owała ze Schlirim. Oboje nie mogli zasnąć. Oboje byli zbyt podekscytowani tym, co się znimi teraz działo.
Zaraz po śniadaniu dziewczyny spakowały swoje rzeczy i wymeldowały się z hotelu. W informacji turystycznej dowiedziały się o miłym pensjonacie wyżej w górach. Wspólnie stwierdziły, że im dalej od centrum miasta tym lepiej dla Zuzki. Po godzinnej podróży autobusem przez piękne wioski przyjaciółki dotarły do celu. Gasthof był położony w malowniczym miejscu - wzgórze otaczały rozległe lasy, z hotelu rozciągał się wspaniały widok na pobliskie szczyty, ale najpiękniej prezentowała się panorama miasta. Dziewczyny były zauroczone.
Właścicielami pensjonatu okazało się miłe i gościnne małżeństwo w średnim wieku. Dziewczyny dostały duży pokój, którego okna wychodziły na piękny widok doliny. Dopiero gdy wyszły na balkon zorientowały się, że tuż przed nimi biegnie kręta dróżka, którą dopiero co przyjechały. Przyjaciółki postanowiły zwiedzić rozległe gospodarstwo. Ledwie wyszły na zalane słońcem podwórko, dobiegło je dalekie, głośne szczekanie. Zuza, miłośniczka zwierząt, pobiegła w tamtym kierunku. Okazało się, że tuż za stodołą rozciąga się rozległa hala, na której pasło się stado owiec. Między nimi biegał wielki owczarek berneński, widoczny tylko jako czarna plamka wśród morza białych pobekujących stworzeń. Raz po raz pies zaganiał rozbiegające się owce, szczekając radośnie. W oddali pod lasem stała młoda dziewczyna z kasztanowymi włosami, błyszczącymi w słońcu, związanymi w kucyk. Obserwując ten niezwykły widok, zanosiła się śmiechem.
- Piękny - rzekła Zuzia, spoglądając na psa.
- Tak, rzeczywiście - odpowiedziała znudzona Gaba - ale chodźmy już.
Dopiero gdy zaczęły się rozpakowywać, Ida zorientowała się, że zaraz zaczyna się trening i już dawno powinna być pod skocznią.
- Dziewczyny, ja muszę lecieć! - wykrzyknęła.
- Ale dlaczego? - zapytała Gaba.
- Umówiłam się z Gregorem i kompletnie zapomniałam. Totalna klapa.
- Z Gregorem? Wow, Iduś! I nic nam nie powiedziałaś? - dodała Zuza.
- Tak wyszło. Zaprosił mnie na randce, ale nie miałam wam kiedy powiedzieć. Opowiem wam później. Pa, pa - powiedziała Ida i wybiegła.
- Gregor! Gregor! - krzyczał biegnący za nim Mario - Ziemia do Gregora!
- Cooo? - odpowiedział wyrwany z zadumy skoczek - O, Mario, cześć!
- Chłopie, co się z tobą dzieje? Zakochałeś się, czy co?
- Chyba tak...
- No to gratuluję stary. - rzekł Mario i zaczął się śmiać - Nasz Gregorek się zakochał!
- w kim? - włączył się nagle do rozmowy Arthur, który wyłonił się zza zakrętu.
- W tej Polce, której złamał rękę - powiedział z uśmiechem blondyn.
- A to świetnie Gregor, musisz nas z nią lepiej poznać! - odrzekł Arthur.
- Chodźcie szybciej bo się spóźnimy - rzucił Schliri, zmieniając temat, i przyspieszył.
Skoczkowie dotarli na skocznie w doskonałych nastrojach. Gregor wodził wzrokiem po trybunach, lecz nigdzie nie mógł dostrzec Idy. Czyżby nie przyszła? Ale dlaczego? Chłopak nie miał zielonego pojęcia co się stało.
Wszyscy najpierw szkolili technikę pod skocznią. Po godzinie udali się na górę aby oddać kilka skoków.
- Schlierenzauer! Co się z tobą dzieje? - zapytał po jednej z nieudanych prób Pointner.
- Ach, sam nie wiem, chyba mam dziś gorszy dzień panie trenerze - odparł Gregor.
- Lepiej się przyłóż! - krzyknął jeszcze za idącym skoczkiem.
Gdy Gregor ponownie siedział na belce i czekał na sygnał od trenera, dostrzegł Idę siedzącą na trybunach. Jego radość przeniosła się na odległość - najdłuższy skok treningu!
poniedziałek, 4 lutego 2008
Rozdział IV Ciekawy wieczór
Filip czekał na Zuzę przed hotelem.
- Proszę, to dla ciebie - powiedział i wręczył dziewczynie bukiet żółtych tulipanów. - Ślicznie wyglądasz.
- Dzięki - odpowiedziała dziewczyna i zarumieniła się - Są śliczne. To co mi dziś pokażesz?
- Aaa... znam tu jedno wyjątkowe miejsce i chcę cię tam zabrać.
- Tajemniczy jesteś.
Filip prowadził Zuzę przez miasto. Po półgodzinnym spacerze zatrzymali się przed małą, uroczą kawiarenką, w bocznej, zacisznej uliczce.
- Jesteśmy na miejscu - powiedział chłopak. - Tu jest niesamowity klimat. Zapraszam.
Weszli do środka i zajęli stolik z boku. Zuzie miło rozmawiało się z Filipem. Mieli o dziwo dużo wspólnych tematów. Jednak dziewczyna czuła, że chłopak chce czegoś więcej niż tylko zwykłej znajomości. Filip zaczął się do niej przysuwać, patrząc jej w oczy. Nagle wstała. Oczy wszystkich siedzących zwróciły się na nią.
- Filip! - wykrzyknęła przerażona Zuza. Strąciła jego rękę ze swojego kolana i bez słowa wybiegła z kawiarni.
Nie wiedziała co ze sobą zrobić. Nie chciała wracać do hotelu. Była w strasznym stanie. Stwierdziła, że tylko długi spacer może ją uspokoić.
-Cześć Iduś! - powiedział i dał jej buziaka w policzek - Idziemy? Jak ręka?
- Cześć. - odpowiedziała Ida - Z ręką już lepiej. Prawie nie boli.
- To dobrze, głupio dziś wyszło, przepraszam jeszcze raz...
- Nie ma o czym mówić. Ale za to masz szansę, żeby to naprawić.
Gregor zaprowadził dziewczynę do eleganckiej restauracji. Wcześniej radził się Morgiego, gdzie zabrać Idę, dlatego był pewny, że jej się tu spodoba.
Gdy dotarli na miejsce, Polka powiedział:
- Wow, jak tu ślicznie. Wybrałeś cudowne miejsce.
- Wiedziałem, że ci przypadnie do gustu - odpowiedział nieskromnie chłopak.
W restauracji Ida i Gregor zjedli kolację. Cały wieczór przegadali. Dziewczyna próbowała nawet uczyć skoczka polskiego, lecz nie był on w tej dziedzinie zbyt lotnym uczniem. W pewnym momencie Austriak przeprosił na chwilę dziewczynę, bo przypomniał sobie, że miał dziś wykonać ważny telefon, o którym całkowicie zapomniał.
Wtedy Ida postanowiła, że zadzwoni do Gaby, która została sama w hotelu.
- Cześć Gaba! Bardzo się nudzisz?
- Hej Ida! Wiesz, że nawet nie, sms-uję z Mario. - odpowiedziała z pewnym smutkiem w głosie dziewczyna. - To znaczy głównie on do mnie pisze. A co u was słychać?
- Ach... jest super. On jest wspaniały... - odpowiedziała Ida - Z Mario, wow, Gaba, nieźle!
- Daj spokój. Dobra, nie przeszkadzam wam - powiedziała Gaba - pa, pa i powodzenia.
- Do zobaczenia.
Ida ledwo co odłożyła telefon, gdy nagle kelnerka zapytała ją:
- Przepraszam, jesteś z Polski? usłyszałam jak rozmawiasz przez telefon.
- Tak - odpowiedziała ostrożnie.
- Uczę się polskiego i jak dotąd jesteś pierwszą Polką, którą udało mi się tu spotkać. Jesteś tu na wakacjach? Ach... nie przedstawiłam się, mam na imię Sophie - rzekła łamaną polszczyzną dziewczyna, uśmiechając się. - Jestem Szwajcarką, ale mam rodzinę w Polsce.
- Ja jestem Ida. Miło mi. Tak, są jeszcze ze mną dwie przyjaciółki, przyjechałyśmy wczoraj.
- Naprawdę? Jak wy to zrobiłyście, że tak szybko zdołałyście poderwać najlepszych skoczków? Oni też dopiero co wrócili - powiedziała Sophie, z uśmiechem.
- Tak jakoś wyszło - odparła Ida.
Po chwili wrócił Gregor. Nie zauważając Sophie podszedł prosto do Idy. Wyciągając rękę zza pleców, rzekł:
- To dla ciebie.
I wręczył dziewczynie piękny bukiet czerwonych róż, patrząc jej w oczy.
- Dzięki Gregor, jesteś kochany - odpowiedziała Ida i zarumieniła się.
Wtedy dopiero szczęśliwy Gregor zauważył Sophie, dotychczas przygjądającą się całej scenie z miłym uśmiechem.
- Cześć skoczku! - rzuciła po niemiecku - Jak trening? Myślałam, że nie macie już po ćwiczeniach czasu i ochoty na randki.
- Dali nam dzisiaj wolne.
- Nie wierzę! Poitner wam darował?!
- A jednak, zdarza mu się.
- Pozdrów go ode mnie. Przyjechali już wszyscy, czy ktoś się jeszcze spóźnia? Mam nadzieję, że w sobotę stwaicie się w komplecie.
- Nie śmielibyśmy inaczej.
Ida przyglądała się całej sytuacji ze zdumieniem. W końcu Gregor z Sophie zorientowali się, że dziewczyna nie jest w temacie i Szwajacarka wyjaśniła:
- Znam wszystkich Austriackich skoczków, bo często tu przyjeżdżają na trningi. Dla nich Innsbruck i moja restauracja to jak drugi dom.
Po czym uznała, iż nie będzie już dłużej parze przeszkadzać, pożegnała się i wróciła do swoich obowiązków.
Po kolacji Gregor odprowadził Idę do hotelu.
- Dziękuję za wspaniały wieczór - powiedziała dziewczyna.
- To ja dziękuję, było cudownie - odparł chłopak, po czym pocałował czule Polkę.
Stali tak chwilę objęci. Gregor zaprosił Idę na jutrzejszy trening i obiecał, że pokaże jej skocznię.
Gdy rozmarzona dziewczyna przyszła do pokoju, zdumiała się. Na łóżku siedziała zapłakana Zuza, a Gaba próbowała ją pocieszać...
czwartek, 24 stycznia 2008
Rozdział III Nowa znajomość
- Na pewno czujesz się dobrze? - zapytał skoczek.
- Chyba coś mi się jednak stało w rękę - powiedziała dziewczyna.
- Pokaż!
Usłyszała za sobą zdecydowany głos. Należał on do Alexa Poitnera, trenera Austriaków, który właśnie zbliżył się do skoczków i dziewczyn.
- Wygląda na to moja droga, że ją złamałaś, albo zwichęłaś. - powiedział, po czym uśmiechnął się do dziewczyny, patrząc z politowaniem na swojego podopiecznego.
- To my już chyba pójdziemy - odrzekła niezdecydowanym głosem Ida.
- Ależ nie ma mowy! Nie zostawimy cię teraz w takim stanie. - odpowiedział trener - Chodź, idziemy do szpitala. A wy co tak stoicie? Przecież trening się już skończył.
- A to my idziemy z wami - powiedział Gregor.
- Ooo... Tak. Nie zostawimy was teraz samych. - dodał Morgi.
- Jestem z nią. - powiedziała Gaba.
Mimo wszystko skoczkowie uparli się i razem ruszyli w kierunku szpitala.
W drodze Gregor przyznał się, że to jego sprawka. Wszyscy śmiali się i żartowali z niego.
- Gregor zawsze wie, jak stosownie poderwać dziewczynę - powiedział Morgi.
Dzięki takiej "obstawie" Idę od razu przyjęto, zbadano i opatrzono. Okazało się, że to nic groźnego, ale na wszelki wypadek założono gips. Chłopcy uparli się, że odprowadzą dziewczyny do hotelu. W drodze rozmawiali o skokach, o Polsce, zdążyli się "lepiej poznać". Przy hotelu Gregor poprosił Idę na bok.
- Trochę niefortunnie zaczęła się nasza znajomość - zaczął nieśmiało chłopak.
- Nie ma o czym mówić - przerwała mu dziewczyna. - Będę miała pamiątkę z wakacji!
- Może jako przeprosiny dasz się namówić na wieczorny wypad do miasta? - zapytał. - To będę u Ciebie o 19!
Skoczek nawet nie dał szansy Idzie odpowiedzieć, bo wiedział, że zgodziłaby się. Na pożegnanie dał jej buziaka w policzek. Rozmarzona dziewczyna ruszyła do pokoju, zapominając o całym świecie...
Skoczkowie wracali razem i rozmawiali.
- Coś mi się wydaje Gregor, że spodobała ci się ta Polka. - powiedział Morgi.
- Eee, wydaje ci się. -odpowiedział chłopak - Choć nie da się ukryć, że Ida jest bardzo ładna i miła.
- A mnie się spodobała Gaba... i te jej piękne, piwne oczy, ach... można w nich utonąć. - wtrącił rozmarzony Mario.
Hej! Chłopaki, wyluzujcie, nie można się nie zgodzić, że Polskie dziewczyny są ładne, ale żeby od razu się zakochiwać. - zażartował Morgi.
Wszyscy w doskonałych humorach wrócili do domów.
Tymczasem Ida z Gabą dotarły do pokoju.
- Zuza! Już wróciłyśmy. Nudziłaś się bardzo? - zapytała Ida.
- Nie, nie, prawie wcale. Nawet poznałam kogoś ciekawego. - odpowiedziała z łazienki dziewczyna.
- Co ona tam robi? - zapytała Gabę Ida. - Chodź, zobaczymy!
Gdy weszły, aż zaniemówiły. Odstrzelona Zuza podziwiała w lustrze swe oblicze.
- Wow! Zuza, jak ty ślicznie wyglądasz! - wykrzyknęła Gaba.
- Ida! Co ci się stało?
Zuza dopiero teraz zauważyła gips na ręce przyjaciółki.
- A wiesz... - odpowiedziała z uśmiechem dziewczyna - to długa opowieść.
- No powiedz, proszę!
- Poszłyśmy na skocznię - wtrąciła Gaba. - Patrzymy, a Austriacy mają trening. Oglądałyśmy go i gdy już wychodziłyśmy, Schlieri wpadł na Idę. No i złamał jej rękę.
- Ida, ty to zawsze coś sobie zrobisz!
- Potem zaprowadzili nas do szpitala i odprowadzili do hotelu. I to cała opowieść. - dokończyła Ida.
- Poznałyście skoczków! A był Simonek? Widziałyście go?
- Nie ale, podobno niedługo tu przyjeżdża. - odpowiedziała Gaba.
- Dobra dziewczyny, lecę, pa, pa. Zobaczymy się później!
- Ale... Zuza! Gdzie idziesz?
Ta jednak odpowiedziała im tajemniczym uśmiechem. Dziewczyny nie wiedziały o co chodzi.
poniedziałek, 21 stycznia 2008
Rozdział II Trening
Na drugi dzień przyjaciółki obudziły się bardzo późno. Postanowiły wspólnie, że skoro już tu mają spędzić wakacje, to wypadałoby poznać miasto. Po śniadaniu poszły na spacer do centrum. Podziwiały uroki Innsbrucka, robiły zakupy oraz skusiły się też na lody.
-Chodźmy na skocznie - rzuciła Gaba.
- Nie!! Po co? Będziemy się tam tylko nudzić - odpowiedziała Zuza - Nie mam dziś ochoty na włóczęgę!
- To w takim razie my z Gabą pójdziemy, a ty leniu, - tu zwróciła się do Zuzy,- wracaj do hotelu - zaproponowała Ida - Żałuj!
Rozgniewana Zuza ruszyła w kierunku hotelu. Gaba z Idą w wyśmienitych nastrojach udały się w kierunku Bergiesel.
Idąc, rozmawiały o skokach. W pewnym momencie Idzie przyszło coś do głowy i zapytała:
- Gaba! Czy Austriacy teraz nie trenują w Innsbrucku? Nic nie czytałaś na ten temat?
- Nie wiem... - zamyśliła się dziewczyna - Jakiś tydzień temu byli w Stams, może już wrócili...
Po kilkunastu minutach dziewczyny dotarły na miejsce. Skocznia była usytuowana w pięknym miejscu. Z trybun rozciągał się wspaniały widok na miasto. Przyjaciółki zapatrzyły się i dopiero po kilku minutach zauważyły, że na skoczni odbywa sie trening.
- Morgi! - wrzasnęła Gaba - Przed chwilą skakał Morgi!
Uradowana dziewczyna ruszyła po stopniach w dół, zostawiając zdziwioną Idę na górze. Ta zaraz ruszyła za przyjaciółką. Zajęły najlepsze miejsca i podziwiały wspaniałe loty skoczków. Pogoda była wprost idealna - świeciło słońce, było przyjemnie ciepło i wiał lekki wiatr - wymarzone warunki do skakania. Dziś wszyscy skoczkowie oddawali wspaniałe loty.
Dziewczyny zatraciły zupełnie poczucie czasu. Nie wiedziały ile już były na skoczni.
Tymczasem Zuza znudziła się totalnie, siedząc samotnie w hotelowym pokoju. Postanowiła pójść do baru. Stwierdziła, że może pozna tam kogoś ciekawego... Jednak gdy się tam znalazła, załamała się całkowicie. Nikogo interesującego na horyzoncie! Gdy tak siedziała i myślała, sącząc leniwie napój, barman zagadnął ją po polsku:
- Czemu tak piękna dziewczyna jest taka smutna?
Zaskoczona Zuza odpowiedziała jedynie delikatnym uśmiechem. - Obrzuciął rozmówcę szybkim spojrzeniem. Barman był przystojnym, wysokim brunetem, o ujmującym uśmiechu.
- Pracowałem wczoraj wieczorem w recepcji i was zakwaterowałem.
- Hmm... Nie przypuszczałam, że spotkam tutaj kogokolwiek z Polski. - powiedziała dziewczyna.
- Kiedy przyjechałem też tak sądziłem, ale jest tu wielu naszych rodaków, zapewniam cię. Masz dziś wieczorem czas? Jeśli tak, to może mógłbym ci towarzyszyć? Znam tutaj kilka ciekawych miejsc - powiedział barman.
- Z miłą chęcią - odpowiedziała Zuza.
Rozmawiali jeszcze przez chwilę, a potem chłopak został wezwany przez szefa. Zdążył już tylko powiedzieć:
- Do zobaczenia wieczorem! - i zniknął.
Dziewczyna skończyła jescze napój i poszła do pokoju. Zupełne zapomniała o przyjaciółkach, których nie było już bardzo długo...
Tymczasem po treningu Gaba z Idą jeszcze chwilę siedziały i komentowały skoki. Przy wyjściu w ogóle nie zauważyły, że skoczkowie też wychodzili. Ida nagle się zatrzymała, szukając czegoś w torebce. Nie zauważył tego jeden z nich i wpadł na nią. Dziewczyna upadła na rękę.
- Przepraszam bardzo, naprawdę przepraszam. Nic ci nie jest? - zapytał po niemiecku speszony chłopak, pomagając jej wstać.
- Chyba nic, choć strasznie boli mnie ręka - odpowiedziała Ida.
Gdy zobaczyła, kto ją wywrócił, zaniemówiła...
P.S. Niebawem (czyli przed feriami) trzeci rozdział:D
niedziela, 20 stycznia 2008
...
piątek, 18 stycznia 2008
Rozdział I Początek
-Chodźmy do miasta - powiedziała Zuza.
-Z miłą chęcią - odpowiedziała Ida - ale musimy koniecznie iść potem na zakupy!
Dziewczyny zwiedzały Budapeszt, kupiły wiele fajnych ciuchów. Czas szybko im mijał. Nie zauważyły, a była już 13, więc szybko udały się na lotnisko. Kolejna odprawa bardzo je znudziła. Po półtorej godzinie planowo ruszyły w dalszą drogę. Po chwili, Ida, wyglądając przez okno, przestraszyła się, było bardzo ciemno. Samolot wleciał w grubą warstwę granatowych chmur; nic nie było widać oprócz kłebiących się dookoła ponurych mas. Nagle wszyscy pasażerowie poczuli silny wstrząs. Dzieczyny trzymały się za ręce, z zamkniętymi oczami czekając na najgorsze. Zuza i Ida spanikowały, tylko Gaba zachowała zimną krew. Uspokajała dziewczyny, lecz po kilku kolejnych turbulencjach sama się bała. próbowała się opanować, lecz w jej głowie szalały najgorsze myśli.
Po godzinie dramatycznego lotu stewardessa zawiadomiła pasażerów, że muszą awaryjnie lądować na najbliższym możliwym lotnisku. Po 15 minutach dziewczyny poczuły grunt pod nogami, choć nie miały zielonego pojęcia gdzie są. Na zewnątrz szalała straszna burza, a wiatr uginał gałęzie drzew. Na lotnisku udzielono im informacji, że znajdują się w Innsbrucku. Po krótkiej naradzie przyjaciółki stwierdziły, że wolą tu spędzić swoje wakacje niż ponownie przeżywać podobne koszmary. Wiedziały, iż ominą je szalone dwa miesiące w Hiszpanii...
Z lotniska dziewczyny udały się do hotelu w centrum miasta. Po otrzymaniu pokoju, padły ze zmęczenia na łóżka i szybko usnęły. Nie przypuszczały, że tych wakacji jeszcze długo nie zapomną...
P.S. Dziękuję Kathy za nadzór polonistyczny:D